poniedziałek, 5 stycznia 2015

Rozdział 32

Hej Wam!
Przepraszam.. naprawdę przepraszam. Zawiodłam Was i pewnie do samego końca będę zawodzić. Przez długi czas próbowałam skleić coś, lecz za każdym razem, gdy siadałam- wena odpływała. Ciężko mi wychodzi pisanie rozdziału przez tydzień, czy dwa. Może nawet miesiąc. Ale czasu mam niewiele na takie sprawy. Staram się napisać coś dobrego. Coś, co z chęcią przeczytacie, ale to nie wyjdzie. Zdałam sobie sprawę, jaka ta historia jest żałosna. Albo może przekazanie jej jest takie. Do końca Diamond pozostały 3 rozdziały+ epilog. Dacie radę.. 
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- 

Nie bardzo mam pojęcie, ile czasu minęło  od ujrzenia światła dziennego. To jest pierwszy- i mam nadzieję ostatni- raz, gdy potrzebuję ciepłych ramion Harry'ego od czasu wylotu.. Z mojej piersi wyrywa się ciche łkanie, które zmienia się w nieustający szloch. Jestem pewna, że nikt nawet się nie zainteresuje moim zniknięciem. Cała grupa One Direction i dwie pozostałe dziewczyny nie zauważą, że z domu w Londynie zniknęła, nic nie znacząca Clara..
Rozglądam się po pomieszczeniu, ale udaje mi się dostrzec tylko kontury poszczególnych przedmiotów. Zza drzwi wyłania się jasna poświata, co daje mi zrozumieć, że ktoś po drugiej stronie jest.
-Mamy ją, to po co chcesz jeszcze tamtych?!- Krzyczy ktoś.
-Myślisz, że na tym się skończy?- Śmieje się ironicznie drugi.
O co im chodzi?
Kogo jeszcze chcą, oprócz "jej".?!
Czy chodzi o mnie? O mnie i piątkę byłych przyjaciół? Mogę za nich wszystkich umrzeć, byle tylko ten, kimkolwiek on jest, nie zrobił im krzywdy. Jedyną osobą, którą będę obwiniać, jestem ja. I pewnie tak sądzić będą inni.
-I jak panowie, nasza księżniczka wylądowała na miejscu..?- Słyszę tym razem kobiecy głos, przypominający pewną osobę. Czy to Jess? Co ona tu robi?
Przywieram całą sobą do ściany, by usłyszeć więcej.
-Jest i czeka na ciebie z niecierpliwością...- Facet odpowiada z figlarnym tonem głosu.
Po chwili słyszę, jak drzwi od mojej "celi" otwierają się, a w nich staje właśnie moja przyjaciółka.
-Jessica..- Szepczę otwierając szeroko oczy. Nie mogę w to uwierzyć, ona po stronie Peter'a.
-Witaj, Clara. Miałaś udany lot?- Parska śmiechem dziewczyna.
-Tak, a w szczególności z mojego domu tutaj.- Warczę mrużąc oczy.
-Nie musisz być taka niemiła..- Odpowiada.- Nic ci to nie da skarbie..- Brunetka schyla się na wysokość mojej twarzy i, po raz kolejny czuję ostry przedmiot przy swojej skórze. Syk wydostaje się z moich ust, lecz nie powstrzymuje to czynów byłej przyjaciółki.
-Harry wrócił do Londynu. Ale nie bój się, czuje się świetnie w towarzystwie Aigel..- Śmieje się i wychodzi zamykając drzwi na klucz.
Nie wiem, co boli mnie bardziej. Cięta rana od noża, czy słowa Jess.
Osobiście stwierdzam, że to drugie. Nie mogę wyobrazić sobie, że Harry, mój Hazz zrobiłby coś takiego. Obiecywał, że kocha, że nigdy nie zostawi, a teraz?
Teraz cierpisz za dwoje...- Moja świadomość cicho wchodzi w moje myśli.
Właśnie w tym momencie uświadamiam sobie, że wolałabym umrzeć. Bo, skoro nikt się mną nie interesuje- po co żyję..?
*Harry*
Tyle czasu bez Clary.. czy tylko mnie to wkurza? 
-Chłopaki, powiedzcie, że ona nie odeszła..- Chowam głowę w dłoniach. Wreszcie wracamy..
-Jej tu nie ma..- Cicho wzdycha Niall.
-Pokazałeś na co cię stać..- Prycha Zayn. Tak kurwa. Pokazałem i co z tego mam? Pokazałem najważniejszej dziewczynie mojego życia, jak bardzo mi na niej zależy. A teraz pewnie przeze mnie płacze, zraniłem ją tak mocno, że sam sobie już nie ufam.  Nie ufam, ale wiem jedno, że kocham ją tak mocno jak wcześniej. Będę kochał zawsze, bo to ona mnie uratowała.
-Za chwilę lądujemy, proszę zapiąć pasy. -Informuje nas stewardessa. Przygotowujemy się do wejścia w stary świat, unormowania oddechu, rozpoczęcia normalnej pracy, witania się z fanami i... życia w tej pustce. Przynajmniej ja.
Odruchowo wybieram numer do Clary i dzwonię. Nie odbiera. Raz, drugi, trzeci. Nic. Zero kontaktu.  Może nie chce ze mną rozmawiać?
Głupi Harry, oczywiście, że nie chce. -Podświadomość jest tak okrutna, że bardziej się nie da.
*Właśnie lądujemy, jeśli chcesz jeszcze ze mną rozmawiać, to odbierz. Proszę.. Daj mi ostatnie 5 minut.*
Wystukuję na klawiaturze telefonu wiadomość do blondynki. Wiem, że bardzo ją zraniłem. Nie powinienem był, ale to był moment. Nie mogłem zapanować nad sobą. Jedna chwila sprawiła, że nie potrafiłem odróżnić dwóch dziewcząt, która z nich jest dla mnie najważniejsza. Ale wiedziałem to. Serce nadal pamięta jej imię i bije tysiąc razy mocniej, gdy ktoś je wypowiada, lub gdy ona tu jest. Usta cały czas pamiętają smak jej warg, gdy oboje unosiliśmy się na własnych falach.
- Obudź się, wysiadamy. -Szturcha mnie Nialler. Kiwam głową i zbieram swoje rzeczy. Wysiadamy z samolotu, i od pierwszego wdechu zbierają się łzy w moich oczach. Miałem wrócić razem z Clarą, mieliśmy ogłosić zaręczyny. Tak, miałem w planach poprosić ją o rękę. Ale teraz  to wszystko na nic.
Światła reflektorów uderzają w nas gwałtownie. Piski, krzyki i inne dźwięki dobiegające z ust fanów przybyłych na lotnisko. Jedno, czego chcę, to by zamiast ich wszystkich była Clara.
Koniec. Stop. Teraz liczą się oni.
-Dlaczego Clara Nicholson nie wróciła z wami?
-Czy to koniec związku między tobą a blondynką?
-Czy to prawda, że Clara Nicholson została porwana?
-Jaka była twoja reakcja?
-Dlaczego trasa została odwołana?
-Gdzie podziewa się twoja narzeczona?
-Zdradziłeś Nicholson z jej przyjaciółką?
-Kim jest tajemnicza brunetka?
Większość zadawanych pytań przez reporterów była fikcją. Nikt jej nie porwał, a ja nie zdradziłem jej z Jessicą, także trasa nie została odwołana. Potrząsam głową i idę dalej za chłopakami. Mam dość. Z chwilą, gdy wsiadamy do limuzyny jest mi lżej i ciężej naraz. Jestem pewny, że pod domem znajdzie się liczna grupa fanów, ale nasi ochroniarze nas od nich odseparują. Mam taką, kurwa nadzieję. Najchętniej, znalazłbym się teraz obok Clary, przytuliłbym ją do swojego torsu, pozwoliłbym się jej wypłakać, przytuliłbym ją jeszcze mocniej i nigdy nie pozwolił odejść. A jeszcze chętniej, to bym sięgnął po dobre whisky i usiadł przed telewizorem oglądając durny talk show lub mecz. Ta druga opcja jest bardziej możliwa do spełnienia.
-Wreszcie w domu!!- Krzyczy Lou, gdy wchodzimy do domu. Nasze miny rzedną, gdy widzimy jeden wielki burdel w salonie, kuchni i na schodach.
-Co jest do cholery?! -Głos wściekłego Malika przedziera się przez nagłą ciszę. Spoglądam na walizkę stojącą  w hallu. Walizka Clary.. Czyli tu była. Ale dlaczego jej nie wzięła ze sobą?
-Harry?- Louis patrzy na mnie ostrzegawczo, gdy otwieram ją.
-Clara. Clara tu była.- Mówię do niego z zaciśniętymi zębami. Z wściekłości wyrzucam wszystkie rzeczy. To wszystko jest Clary.
- I co? Spakowała się, zrobiła syf w domu i uciekła nie biorąc bagażu? Chyba nie sądzisz, że ona zrobiła taki bajzel..- Prycha, lecz po chwili kuca na przeciw mnie. -Wiesz, że niekoniecznie tylko ona mogła być tutaj.
-Co chcesz przez to powiedzieć?
-Clara wparowała do naszej willi. Spakowała ubrania, postawiła walizkę przy drzwiach i najprawdopodobniej zadzwoniła po taxi. Ta, szybko nie nadjeżdżała, więc Clara postanowiła się napić, coś zjeść. Ktoś wszedł do domu, chciał porwać Clarę, ona uciekała wywracając wszystko, lecz w ostateczności cel tego kogoś został osiągnięty.
-W liście było dokładnie napisane, że jedzie do domu. Do swojego domu.
-Pojadę z nim. -Mówi niemrawo Nial. Wstaję i razem z nim wychodzimy tylnym wyjściem. Kierujemy się w stronę domu Clary. Otwieram drzwi zapasowym kluczem, szukam dziewczyny po wszystkich pomieszczeniach. Nic nie jest naruszone, to tak, jakby blondynki w ogóle nie było..
-Nie ma jej tu..

sobota, 11 października 2014

Rozdział 31

WAŻNE!
No więc.. podjęłam decyzję. Nie tworzę nowej części. Nie ma sensu. Założyłam się z przyjaciółką, że jeśli komentarzy będzie więcej- kontynuuję. Prawdę mówiąc, myślałam nad tym wcześniej, ale Natt starała się mnie przekonać. Niestety, wyszło jak wyszło. Pierwsze jedynki weszły, a druga klasa ogólnie nie rozpoczęła się kolorowo. Dlatego też rozdział pojawił się dziś, nie wcześniej. Oczywiście coś będę tworzyć itd., ale naprawdę, nikłe prawdopodobieństwo jest, że będę jeszcze publikować.
Jak się okazało- nie daję rady pisać sama na dłuższą metę. Na początku jakoś szło, ale teraz już po prostu nie wyrabiam, dlatego też chcę, byście mnie zrozumieli. 
Miało być około 5-6 rozdziałów do końca I części. I tak też będzie, lecz do końca Diamond. Nie wyrokuję od razu. Może coś się jeszcze zmieni, lecz rozdziały będą iść swoim torem, a moje postanowienia swoim. Najwyżej jakoś inaczej zakończę epilog i przejdziemy do 2 części. Ale poważnie.. do końca pozostało jeszcze dużo czasu. Zważając na to, jak długo pisałam 31, więc jeśli zależy Wam na IIcz. Diamond- komentujcie i poprawcie swoją aktywność tutaj. To nie jakaś groźba czy szantaż, ale wy oczekujecie ode mnie czegoś, więc i ja też mogę w zamian.
Przepraszam, za flaki z olejem, ale zbieram się do pisania od dłuższego czasu i mi nie wychodzi ;/ Wena jest, bo piszę też coś pobocznie i jakoś mi idzie, ale w tym wypadku ciężko. No to.. cóż. Zapraszam do czytania.. 


*Clara*
 Lecę samolotem. Sama. A najgorsze jest to, że nie wiem jak poradzę sobie ze wszystkim po powrocie. Nie dam rady wrócić do domu, w którym tak dużo się działo, a jednak będę musiała. Powrócę do dawnego życia, zapomnę o tym, co zdarzyło się przez ten rok. I chyba tak będzie najlepiej. 
-Zbliżamy się do lądowania, proszę zapiąć pasy.- Wysoka brunetka ogłasza przez megafon. No tak.. Harry'emu by się spodobała.. Potrząsam głową chcąc wyrzucić przystojnego bruneta z głowy.
Kiwam głową i zapinam posłusznie pas. Po dłuższej chwili wita mnie chłodne powietrze Londynu.
Już w domu.. to straszne, wiedząc, ile mil jestem od Niall'a, grupy przy.. cóż, byłych przyjaciół. A co gorsza, Harry'ego. Po raz setny w tym dniu staram się upewnić, że dobrze postępuję.
To dobry wybór, Clara..
Wychodząc z samolotu wdycham głęboko powietrze w płuca przygotowując się na bliskie starcie z rzeczywistością dawno przeze mnie porzuconą. Dzwonię po taxi, które podjeżdża po mnie jakiś czas później, i podając kierowcy adres wsiadam do auta.
-Pani oszalała?
-Słucham?
-Wie pani, jacy ludzie tam mieszkają?- Parsknął facet. - Nie wygląda pani na kogoś, kto jest z ich sfery.
Właśnie.. od początku się do nich nie nadawałam. Nawet w procencie nie przypominałam dziewczyny sławnego piosenkarza..Przecież... gdybym nią była, powinnam jeździć limuzyną, nie taxi. To kolejny powód, by odejść. To nie tak, że szukam specjalnie powodów, by zostawić go, odpuścić. Ale mam dość. To mnie zbyt mocno przerasta. I można powiedzieć, że dla miłości można się poświęcić. Nie, nie można. Nie można tego zrobić, gdy nawet ta miłość jest tak blisko, a równocześnie zbyt daleko.  Gdy samochód zatrzymuje się na podjeździe- wciskam w rękę mężczyzny odliczoną ilość banknotów  i wysiadam. Przez chwilę stoję przed gigantyczną willą pięciu chłopaków, biorę głęboki wdech i odbezpieczam zamki. Od razu uderza mnie zapach świeżości pomieszczenia. Męski zapach bierze górę nad moim, przesadnie słodkim; znów utwierdzam się w przekonaniu, że najlepiej jest odejść. Sam zapach mi to udowadnia. Mój gdzieś tu ginie, z resztą jak ja. Brnę przez korytarz i nie zdejmując butów wchodzę do naszej, cóż.... jego sypialni. Z szafy wyjmuję resztę ubrań i wrzucam je do torby. Ostatnia chwila, gdy tu jestem..
Z łazienki biorę jeszcze kosmetyki i wszystkie rzeczy, które należały do mnie. Zapinam walizkę, a kierując się na dół spoglądam na zdjęcia wiszące w korytarzu.. Wszędzie uśmiechnięte twarze chłopców z czasów, gdy byli młodsi. Są też i te z początków istnienia One Direction. I te najnowsze, na których jestem także ja. Z lekkim uśmiechem wycieram łzy z polików i szybciej kieruję się do wyjścia. Odstawiam moje rzeczy na bok i postanawiam napić się czegoś zimnego na otrzeźwienie. Otwieram lodówkę i wyciągam jedną małą butelkę wody. Cisza, jaka panuje w willi podczas nieobecności całej piątki jest tak dziwna, jakby w ogóle dotychczas tu nie nastąpiła. Faktycznie tak jest. Zawsze było pełno śmiechu, rozmów, czy innych dźwięków dobiegających zza niektórych drzwi.
Nagle zdaje się słyszeć trzask frontowych drzwi i głośny krzyk.
-Znajdę cię laleczko. Prędzej czy później mi się pokażesz. Nie ujdzie ci to na sucho.- Słyszę obrzydliwy, chrypliwy głos Peter'a. Serce przyspiesza tempa, a ja nie wiem, co mam zrobić. Nie ma drogi ucieczki. Nawet jeśli- chłopak z pewnością by to usłyszał. Nie miałabym najmniejszych szans.. Pozostaje tylko czekać na nadchodzący koszmar. Oparta o blat w kuchni czekam, aż Peter wtargnie do owego pomieszczenia.
-Widać, że już na mnie czekasz śliczna..- Niedługo potem blondyn staje przede mną uśmiechając się złowieszczo.
-Czego ode mnie jeszcze chcesz?!- Wydzieram się i spluwam na jego twarz.
-Czego chcę? Twojej śmierci. Ciebie błagającej o litość. Tego chcę. A ty mi to dasz.- Syknął ostro i chwycił mnie za włosy, tym samym sprawiając, że moja głowa ruszała się za nimi. Odsłonił dzięki temu szyję i zaczął ją ssać i przygryzać. Chwilę później pchnął moje ciało na kolana i szybkim ruchem ściągnął spodnie wraz z bokserkami. Do moich oczu napływają łzy, a ja cała zaczynam się trząść.
-Nnnie.. ja nie chcę.- Odpycham go od siebie. Wiem, że na nic się to nie zda, ale może chociaż coś pomoże?
-Bądź grzeczna skarbie..- Po tych słowach brutalnie wepchnął do moich ust swojego członka.
-Puść mnie sku**ysynie!- Moje zęby zaciskają się przy jego długości, a gdy udaje mi się go od siebie odsunąć- biegnę ile sił w nogach zrzucając za sobą wszystkie przedmioty, by utrudnić mu drogę do siebie.
-Chciałem po dobroci. Teraz się ona skończyła!- Krzyczy i biegnie za mną. Jego szorstkie ręce zaciskają się na mojej talii, a po chwili czuję, jak coś metalowego uderza w moją głowę.
Tracę przytomność opadając bezwiednie na Peter'a.
*trzy godziny później*
Budzę się z przerażającym bólem głowy. Przykładam rękę do miejsca, które najbardziej boli, i jestem przerażona widząc krwistoczerwoną maź na palcach. Fajnie...
Co się ze mną stało..?
Gdzie jestem..?
Rozglądam się wokół, ale ciemność uniemożliwia mi ujrzenie  czegokolwiek. 
Próbuję przypomnieć sobie choćby jedną rzecz, dlaczego tu jestem, ale nic, zupełnie nic mi nie przychodzi do zbolałej głowy. 
Nagle przede mną pojawia się smuga światła, a w drzwiach staje jakiś mężczyzna. 
-Peter wykonał swoje zadanie..- Uśmiecha się szyderczo bawiąc się czymś w ręku. 
Peter.. Peter.. Coś mi to mówi. Ah! Peter....
I już teraz, wszystko wiadomo.. Zbyt duży napływ informacji i wspomnień wraz z jasną wiązką światła powoduje, że głowa pulsuje mi jeszcze bardziej. 
-Czego ode mnie chcecie?!- Z moich płuc wyrywa się paniczny krzyk. 
-Pieniędzy, kochanie. Ale teraz bardziej zależy nam na twoim cierpieniu. Na twojej  ś m i e r c i.- Tajemniczy facet kuca przede mną, a ostrze noża, z którym przyszedł dotyka mojego policzka. Brunatna ciesz wypływa z nowo powstałej rany powodując pieczenie i głośny syk wydostający się z moich ust. 
Po chwili moje ręce zostają związane ze sobą z tyłu mojego ciała, tak samo jak nogi. 
- Twój koszmar się dopiero zaczyna...- Złowrogi śmiech wypełnia pomieszczenie, a z mojego ciała zostają zerwane, brutalnie zerwane wszystkie ubrania. Próbuję się zasłonić czymkolwiek, ale wszystko na nic. Po paru sekundach czuję mężczyznę w sobie, tak samo jego ręce błądzące po mojej skórze. Jego usta gryzą fakturę mojej szyi, a z oczu leją się łzy. Nie takiej śmierci chciałam. 
Ale na taką zasłużyłam... Tylko czym..? 
Po półgodzinnym bólu koleś odpycha mnie w kąt pomieszczenia i po raz kolejny naznacza moje ciało ranami od noża.

czwartek, 21 sierpnia 2014

Rozdział 30

Cześć!  
Wreszcie jestem! Tak wiem, przepraszam za tę zwłokę z dodaniem, ale kiedy miałam wenę( taką mega bardzo bardzo dużą xD), to w tym samym dniu miałam urodziny. 
Dłuższy, niż te dwa ostatnie, i, tak samo jak tamte, niezbyt dobry. Pod rozdziałem macie dwie ważne informacje. 
Muszę przyznać, że popłakałam się pisząc ten rozdział ( tak, tak, bezduszna Wiktoria płacze, lel). Szczerze, to nie lubię takiego Harry'ego.. Taki obojętny i w ogóle.. Zły Hazz, zły! Haahah, dobra. Nie trzymam Was dłużej, pamiętajcie o informacjach czekających na końcu.

Dzięki za tyle wyświetleń, jesteście kochani!


*Clara*
-Jesteście pewni, że to dobry pomysł?- Spoglądam na karuzelę przed nami. 
-Tchórzysz Nicholson?- Śmieje się Horan podchodząc bliżej biletera.
-Phh, jeszcze zobaczymy, kto tu stchórzy Horan.- Wytykam go palcem i podaję bilet mężczyźnie. Spoglądam na Harry'ego stojącego za mną, ale ten nie zwraca na mnie uwagi. Wzruszam ramionami i idę na górę, by usiąść na jednym z krzeseł. Wszyscy siadają i zaciągamy zasuwy na swoje torsy.  Strasznie się boję, co jeśli wypadnę? Zwymiotuję?
-Wiedziałem, że tchórzysz.- Śmieje się Niall, gdy karuzela zaczyna się unosić. -Daj rękę.- Wyciąga do mnie dłoń, którą momentalnie chwytam. Śmiejemy się oboje, lecz mój śmiech przypomina prędzej frustracyjne zaśmianie się. Spoglądam w stronę Harry'ego, ale i tym razem odwraca głowę w przeciwną stronę. Co się z nim dzieje?
Naprawdę martwię się przede wszystkim o nasz związek. Zmienił się, a ja  nie jestem z tego zadowolona..
-Extreme jest najlepsza.- Szczerzy się blondyn. Cała grupa piszczy, śmieje się i macha zwisającymi nogami. Po chwili karuzela zaczyna huśtać się coraz wyżej i wyżej, a gula w moim gardle jest coraz większa. Mija około pięć minut, a  to "coś" staje w miejscu. Wszyscy się śmieją ale mnie wcale nie jest do śmiechu.
-Hej, możemy pogadać?- Słyszę zdesperowany głos Harry'ego.
-Ej, Nicholson, idziemy po watę cukrową??- Niall łapie mnie za rękę i odciąga w stronę stoiska ze słodyczami. Odwracam głowę do zawiedzionego bruneta i przepraszam go lekkim uśmiechem.
 -Jedną dużą watę prosimy.- Szczerzy się do sprzedawcy w kolorowym fartuszku. Odbieram słodkość z rąk Nialler'a i jak najszybciej odbiegam od niego, gdy ten próbuje chwycić jeden z różowych kosmyków.-Pożałujesz tego!- Krzyczy śmiejąc się. Kiedy wreszcie do mnie dobiega, ja wkładam mu do ust więcej niż tylko trochę, w wyniku czego parskam śmiechem prawie się dusząc, a on próbuje zjeść dużą ilość waty. Siadamy na ławce i czekamy na resztę, aż wróci, nigdzie nie widzę Jess i Perrie, a Zayn Liam, Harry i Louis z pewnością poszli za nimi.
-Clara.. powiesz mi, co się znowu dzieje?
-Co ma się dziać?
-Od jakiegoś czasu nie jesteś już sobą..Martwię się.
-Niepotrzebnie. Wszystko jest w porządku.-Kłamię. Oczywiście, że dobrze nie jest. Ale w taki dzień, jak ten, nie chcę zadręczać go problemami, które i tak muszę załatwić sama. -Cholera, dziewczyno! Widzę, co się z tobą dzieje, nie jestem ślepy!
-To w takim razie po co pytasz?!- Ja także podnoszę głos.Po chwili oboje się uspokajamy, ale jestem pewna, że za niedługo będę musiała stawić czoła pytaniom, które mnie także nękają co noc.
-Po prostu... mnie to wszystko dobija. Rujnuje psychicznie. Chciałabym wiedzieć, że moja przyszłość będzie się opierać na naszym związku z Harry'm. On nie ma pewności, czy planuje ze mną coś poważniejszego, czy nie. Jak ja mam się z tym czuć, wiedząc, że za chwilę mnie wyrzuci na zbity pysk za drzwi? Będę jego kolejną eks, która nic dla niego nie znaczy. Tak bardzo, jak go kocham, tak nienawidzę. Spędziłam z nim najlepszy czas w moim życiu, ale nie obeszło się też bez tych gorszych. Pasuje?- Mój głos co chwila się załamuje, a w oczach majaczą słone łzy. Nie chcę przy nim płakać, nie chcę w ogóle płakać, i choć raz załatwić tą sprawę inaczej. 
-Nigdy nie wiesz, jak będzie wyglądać twoja przyszłość. Ale uwierz mi, że gdyby Harry mógł, z pewnością by zrobił miejsce dla ciebie. I to raczej duże miejsce. Podejrzewam, że byłaś, jesteś i będziesz dla niego całym światem, a nie jego cząstką. Nawet, jeśli się rozstaniecie, a rozwalę mu ryj jak to zrobi, to przyrzekam, że masz jeszcze mnie. Sama na pewno nie będziesz. Myślę, że powinnaś z nim pogadać i wybaczyć mu te słowa. Bo, naprawdę, on się po prostu boi twojej reakcji. A jeśli nie zrobisz kroku w jego stronę, to on sam też nie zrobi. Musi widzieć, że ty też chcesz. Jeśli nic nie zdziałasz, ktoś inny to wykorzysta. A mam na myśli....- Jego ciało przechyla się do przodu, przez co ja odwracam głowę. Ukazuje mi się najgorszy obraz, jaki mogłam sobie wyobrazić. Aigel nie zna umiaru..
Myślałam, że naprawdę to była jego "znajoma". Jednak się trochę myliłam. To jest coś więcej. Nie wiem, co jest gorsze. Aigel tuląca się do Harry'ego, czy Harry jej na to pozwalający.
-Clara proszę, tylko spokojnie.
-Jak. Ty. Możesz. Mi. Mówić. Bym. Była. Spokojna?!- Warczę rzucając watą cukrową w przyjaciela. Zbieram swoje manatki i podbiegam do Harry'ego.
-Jak mogłeś?!- Krzyczę przez łzy. Brunet, jak i ta dziewczyna patrzą na mnie, jakbym była UFO, czy coś w tym rodzaju.
-Clara, to nie tak.
-Nie?! A ja myślę, że to właśnie tak!- Unoszę głos jeszcze bardziej.- I co, zadowolona?!- Zwracam się do Aigel zakładając ręce na piersiach.- Co się tak patrzysz?! Mam coś na twarzy?
-Ty to nazywasz twarzą?- Parska, a ja powoli wychodzę z siebie. Moja dłoń ląduje na jej policzku.
-Co ty do kurwy robisz?!- Wrzeszczy Hazz odciągając mnie od niej.
-Jeszcze ją bronisz, Styles..- Łkam cicho patrząc w jego oczy wypełnione furią.
-Odjebało ci do reszty?!- Potrząsa moim ciałem i szarpie. Z moich oczu wylewa się potok łez, których nijak nie potrafię zatrzymać.
-Masz rację. Psychopatka..- Wyrywam się z jego uścisku ścierając wściekle łzy.- Zajmij się nią. Pewnie potrzebuje więcej uwagi, niż ja. Życzę szczęścia na nowej drodze życia.- Prycham i odtrącam go od siebie. Jedyne, o czym teraz myślę, to to, by zniknąć. Nigdy nie pojawić się w ich życiu. Może tak będzie lepiej.
- Żegnaj Ni. - Pociągam nosem mijając zdezorientowanego blondyna. Biegnę do bramy parku i zatrzymuję taxi.
*Harry*
Jak zwykle wszystko muszę zrujnować.. 
*dziesięć minut wcześniej*
Chciałem z nią pogadać, naprawić jakoś relacje. Przeprosić.. Nie wiem, co jeszcze. Po prostu miałem dość ciągłego siedzenia bez niej. Brakowało mi jej dotyku, czy choćby spojrzenia..   
-Styles...- Czuję damskie, ostre perfumy. 
-Aigel, ile razy mam cię prosić, byś sobie poszła, co? Czego jeszcze nie rozumiesz? Mam naprawdę dość ciebie i Mandy. Oboje włazicie mi pod skórę.
-Ja wiem.. tylko, że.. Chciałam cię przeprosić za Mandy, ona nie rozumie twojego szczęścia i wiesz..
-A z tobą, to co?! Też nie jesteś święta.- Zakładam ręce na torsie cofając się w tył.
-Ej, po prostu się ucieszyłam, że cię zobaczyłam.Czy to było takie dziwne ucieszyć się na widok dawnej miłości?
-Dawnej, Aigel. Zapamiętaj to. Nic już nas nie łączy.- Warczę.
-Wiesz.. myślałam, że moglibyśmy naprawić nasze stosunki, jako  przyjaciele. Zapraszam ciebie i tą twoją dziewczynę, kimkolwiek ona jest, oczywiście razem z zespołem. Możecie wziąć osoby towarzyszące. Wiemy, że jutro wylatujecie, a chciałybyśmy z Mandy odnowić nasze stosunki. Myślę, że małe party na jachcie nie zaszkodzi..- Wędruje swoimi dłońmi po mojej koszuli.
W mojej głowie toczy się mała bitwa pomiędzy "tak", a "nie". Kiwam prawie niezauważalnie głową i, już mam odchodzić w stronę blondynki rozmawiającej z Niall'em, ale czuję, jak ciało brunetki przylega do mojego, jej usta wodzą po moim policzku, aż w końcu kończą na ustach. Smak tego pocałunku przypomina mi wszystkie chwile, które kiedyś razem spędziliśmy, była jedyną moją miłością, nim spotkałem Clarę.
Mieliśmy po 17 lat, oboje głupi i młodzi. Ona tym bardziej, myślała, że zrobię dla niej wszystko, gdy, tymczasem, ja postanowiłem powiedzieć jej o wyjeździe do Londynu do XFactor. Dziewczyna serio była mną zaślepiona, już wtedy zacząłem bawić się uczuciami innych. Byłem ślepy na ich płacz, czy smutek. Nie przeszkadzało mi to. Najważniejsza dla mnie była moja wygoda. Ale Aigel zupełnie mnie nie rozumiała, miała podobny charakter do mojego, co też zepsuło nasz związek. Niby byliśmy podobni do siebie, a jednak wolałem kogoś, kto podporządkuje się mojej osobie, będzie wyrozumiały i wspomagający. Zawsze dla mnie. Tego właśnie potrzebowałem po siedemnastu samotnych latach, które złudnie przypominały szczęśliwe. Pełna, kochająca się rodzina. Tylko, że.. ja zawsze byłem odosobniony od wszystkich. Od urodzenia. Potrzebowałem takiej dziewczyny, która będzie dla mnie wszystkim, a Aigel, cóż.. była tylko piękną brunetką, która zawróciła w mojej młodzieńczej głowie.
W chwili, gdy jej usta przywierają do moich kątem oka widzę, jak dwie pary oczu skierowane są na nas. Niall i Clara przyglądają się temu, tyle, że Niall ze wściekłością, a Clara.. smutkiem? zawiedzeniem?
Serce mi pęka, wiem, jak bardzo ją to rani. Ale coś każe mi chronić Aigel, gdy dłoń blondynki zmierza ku policzkowi drugiej dziewczyny. Jestem wkurzony na Nicholson, nie wiedziała, o czym rozmawialiśmy, a było jasno widać, że Witnees się do mnie przyczepiła. Wiem, że nadal oczekuje czegoś więcej, ale nie ma na to szans.
*teraz*
 
-Co ty kurwa robisz idioto?!- Słyszę krzyk Horana po tym, jak Clara łapie taksówkę i odjeżdża. Wiem, co później zrobi.
Ucieknie.
Znowu..
-Niall, proszę, powiedz, że tego nie zrobi..- Załamuję głos chowając głowę w dłoniach. 
-Masz na myśli, że ucieknie? To jest bardzo prawdopodobne. Nie wiem, jak ona to wytrzyma, Harry. To nie powinno się stać.
-Ja tam nie żałuje...- Zaćwierkała Aigel odgarniając kasztanowe włosy.
-Przymknij się- Odtrącam ją, gdy jej ręka ląduje na moich barkach. Mina dziewczyny wyraża niezadowolenie i, coś w rodzaju smutku... 
-Kto ucieknie? 
-O co chodzi?
-Gdzie Clara? Kim jest ta dziewczyna?- Chłopaki zjawiają się obok nas, a ich pytania jeszcze bardziej pogrążają mnie w smutku. 
-To jest stara miłość Harry'ego, nie pamiętacie Aigel Witnees?- Uśmiecha się ironicznie Horan.- To właśnie przez nią nasza Clara ucieknie, jestem pewien, że jest w drodze do hotelu, by się spakować. 
-Coś ty znowu zrobił, Styles?- Wrzeszczy Zayn podnosząc moją głowę za włosy. Z ust wydobywa się cichy syk, spowodowany bólem. Kiedy blondynka to robiła, było całkiem przyjemne. No właśnie... było. Znowu zawalam.  Słowa innych docierają do mnie przez mgłę. Nie jestem w stanie nic powiedzieć, krztuszę się łzami, gdy Liam i Louis próbują mnie postawić na nogi.
-Weźcie  go gdzieś. Niech się uspokoi, zadzwońcie do dziewczyn, ja jadę do Clary.- Słyszę, jak Niall płytko oddycha. Wiem, że też się denerwuje, ale to moja dziewczyna! 
Tak, twoja dziewczyna, ale to on znowu wszystko naprawi.-  Karci mnie świadomość. Jest tak brutalna, że każde moje myśli powoli mnie zabijają. Jestem cholernym kretynem. To ja powinienem być na miejscu Niall'a. Ja powinienem sam to załatwić. No właśnie.. powinienem. Ale tego nie zrobię, tchórzę na każdym kroku, gdy coś takiego się dzieje. Nie potrafię stawić czoła problemom, jak w przypadku też oświadczenia się. Po prostu nie mam w sobie na tyle odwagi, by móc to zrobić. 
*Niall* 
Docieram w ostatniej chwili, gdy drobne ciało uroczej blondynki wchodzi do apartamentowca. 
-Clara.!
-Czego chcesz Niall..- Słyszę jej chrypliwy głos, musiała płakać.. Wchodzę za nią do jej pokoju i staję w wejściu.- Jeśli chcesz coś konkretnego, to się pospiesz. Nie mam czasu.
-Jak to.. nie masz czasu?
-Wylatuję, Nialler.- Odwraca się w moją stronę, a jej widok jest jeszcze bardziej straszniejszy, niż sobie wyobrażałem. Podpuchnięte oczy, czerwone policzki i trzęsące się ciało. -Lecę do domu. Starego domu. Postanowiłam, że nie będę wam zawracać dłużej głowy. Znajdę gdzieś pracę i zniknę.- Wzrusza ramionami i otwiera laptopa.
-Nigdzie nie jedziesz.- Zamykam go. Oczy dziewczyny spotykają się z moimi, jednak ja nie ustępuję i pozostaję przy moim zdaniu. 
-A właśnie, że jadę.- Otwiera go stanowczo. Jeszcze przez chwilę laptop jest ofiarą naszej sprzeczki, po czym Clarze udaje się zabukować najbliższy bilet na samolot. Wyciąga torbę z szafy i zaczyna wkładać wszystkie ubrania. 
-Nie zostawiaj nas..- Szepczę oplatając jej ciało rękami. 
-Nie zostawiam, Niall.- Jej palce przeczesują moje włosy. Gdyby nie ta sytuacja, pewnie bym je strącił wiedząc, że były idealnie ułożone. Teraz, pozwolę jej na wszystko, byleby została.- Po prostu... tak musi być. Najwidoczniej nie było nam pisane być z Harry'm.- Tłumaczy mi jak dziecku. 
-Nie. Nie, Clara. Nie możesz. Nie teraz!- Wybucham, w efekcie czego, wyrzucam wszystkie ubrania Clary.
-Niall! Wcale mi nie pomagasz!
-Właśnie chcę ci pomóc, tylko ty to odpychasz! Masz zostać tutaj i wrócić z nami do Londynu, wybaczyć Harry'emu. Nie znasz prawdy, więc nie ma sensu byś się tym tak bardzo przejmowała!
-To może powiedz mi, jaka jest prawda.. Też jesteś po jego stronie, tak? Nie da się tak łatwo wybaczyć, Nialler. Przykro mi, ale zdania nie zmienię.- Składa wszystko i chowa do walizki.
To straszne, widząc, jak Nicholson cierpi przez głupotę Styles'a. Lecz jestem pewien, że i temu jest ciężko. Nie wyobrażam sobie tego, jak by się załamał, gdyby blondynka znowu nas opuściła.
-Zostaw mnie!- Krzyczy, gdy odwracam ją przodem do mnie. Szarpie się przez dłuższy czas, aż w końcu jej ciało opada na mój tors.
-Nie możesz nas zostawić, nie teraz, gdy wszystko jest okay.- Szepczę do jej ucha próbując uspokoić jej ciche łkanie. -Zostaniesz?
-Nie. Znaczy.. Podjęłam decyzję, muszę odpocząć. A, i... daj to Harry'emu.- Pociągnęła noskiem i wciska w moją rękę kartkę papieru. Po długim pożegnaniu wychodzi..
***
 Harry!
Nie znoszę kłamstw, dobrze o tym wiesz. Dzisiaj pokazałeś, na co cię stać. 
Dlaczego po prostu nie powiedziałeś? Od początku widziałam, co jest  Wami. I, zrozumiałam coś..
Byłam dziewczyną " na zastępstwo". Podczas, gdy rozstaliście się z Aigel, ja byłam nic nie wartą, naiwną sierotą, która wierzyła w taką miłość. 
Myślę, że to nigdy nie powinno się zdarzyć. Dalej żyłabym w swoim świecie, bo najwidoczniej do Waszego nie pasuję.  Wracam do Londynu, a dalej.. jakoś sobie poradzę. Chcę wiedzieć, że beze mnie będziesz szczęśliwy. Znajdź księżniczkę, która znajdzie w Tobie swojego księcia. Dziewczynę, która pasuje do Was. Nie szukaj mnie, nie myśl o mnie i żyj dalej. Rób to, co kochasz, a mnie zaszufladkuj w "największy błąd mojego życia". Schowaj gdzieś te wszystkie wspomnienia, to, co nas łączyło, schowaj głęboko i nigdy tego nie odkrywaj. 
"Znałeś tę grę i w nią zagrałeś, zabija mnie wiedza, że
zostałeś pokonany."*
Zostałeś pokonany przez swoją własną grę. Własne błędy. Wiedziałeś, co będzie się działo, gdy między nami dojdzie do czegoś więcej. To nie powinno się stać. Nie ze mną.. 
Przepraszam Hazz, że straciłeś swoje chwile z kimś, kto do pięt ci nie dorasta.. Nie zasługuję na Ciebie, a to, czego dokonałeś to doskonały przykład. Potrzebujesz Aigel.. Nie mnie.
Dziękuję Ci za wszystko. Gratuluję zdobytego celu. Wreszcie odzyskałeś miłość swojego życia. 
Jednak... Kocham Cię, Styles. Kurwa, kocham niemiłosiernie, ale muszę pozwolić, byś był szczęśliwy. 
Żegnaj.. 
                                                                                                      Clara 
Zszokowany odkładam list i zjeżdżam w dół po ścianie. Opieram głowę na rękach i dopiero po dziesięciu minutach uświadamiam sobie, co zaszło. Wesołe Miasteczko... widok Harry'ego z Aigel.. kłótnia zielonookiego z Clarą i... Cholera.. jej ucieczka. To wszystko takie surrealistyczne. Zupełnie niemożliwe. Boję się, jak Harry na to zareaguje. Czy znowu zamknie się w sobie? Co z nim będzie? Boże.. 
Po godzinie słyszę brzęk otwieranych drzwi. Wstaję gwałtownie z ziemi i biorę kartkę w dłoń.
-Gdzie ona jest?!- Pierwszy głos dobiega mnie ze strony Harry'ego. 
-Em.. chłopaki?- Trójka przyjaciół podchodzi do mnie, a ja podaję im kartkę.
-Nie sądzę, by Styles był z tego zadowolony..
Perrie wygląda na zszokowaną, a Jess? Hah... ona w ogóle się tym nie przejmuje. Jest nieobecna wzrokiem, myślami.. W ogóle ma zlew na to, że jej przyjaciółka uciekła i, prawdopodobnie, nigdy się w naszym życiu nie pojawi. 
*Harry*
Jak ona mogła mi to zrobić?!  Clara  n i e  b y ł a  dziewczyną na zastępstwo! To jej potrzebowałem, nie Aigel! Dopiero, co ją odzyskałem, a już odeszła. Ale nie pozwolę, by zniknęła na zawsze. Znajdę ją, choćbym miał szukać nawet w oceanie. Wszędzie, byle ją znaleźć. A wtedy... wtedy się jej oświadczę. Jeszcze w wesołym miasteczku podjąłem decyzję. Poproszę ją o rękę. Będzie moja. 
Ale najpierw musisz ją znaleźć, Harry!- Moja świadomość jest naprawdę wredna!
-Pozwoliłeś jej odejść?!- Krzyczę na Horan'a. Wiem, że to nie polepszy sytuacji, jednak moja wściekłość do niego jest wielka. Nie wybaczę mu tego. 
-Stary... zjebałeś.
-Nie pomagasz, Malik.- Warczę wyciągając butelkę czegoś mocnego.
-Znowu alkohol, Harry? Daj spokój, rozwiąż te problemy normalnie, a najlepiej zacznij jej szukać. 
-Nie potrafię, rozumiesz?! Mam dość. Dość, rozumiesz?!- Siadam na ziemi. 
-Obiecaj mi, że nie odpuścisz sobie Clary.- Czuję dłoń Edwards.- Obiecaj mi, słyszysz?!
-Obiecuję..
*Fragment piosenki The Neighbourhood- Wires.
A teraz:
Po pierwsze, zbliżamy się do końca Diamonds. Pozostało nam około 5-6 rozdziałów, jeśli nie więcej. Nie bójcie się,  powstanie druga część. 
Chcę Was też poinformować, że będzie ona publikowana pod koniec 2014 roku. 
Drugą klasę chcę zacząć jak najlepiej, a szykuje się jeszcze wymiana do Niemiec, więc trudno by mi było pisać. W miarę moich możliwości, będę pisać rozdziały, ale oficjalnie wszystko się zacznie mniej więcej w grudniu. 
Do zakończenia Diamonds, chciałabym Was poprosić, byście komentowali. Nawet ci, którzy tylko czytają. 
Jest jeszcze jedna wiadomość. Myślę nad stworzeniem Diamonds na Wattpad. Jeśli nie wiecie, o co chodzi, radzę skorzystać z tej aplikacji, a jeśli ktoś już ją ma- z pewnością będzie mu łatwiej. Podam Wam link i wszystkie szczegóły przy kolejnym rozdziale.

sobota, 9 sierpnia 2014

Rozdział 29

Cześć i czołem kochani! Znowu króciutki rozdział. Naprawdę nie wiem, jak go dalej pociągnąć, więc zacznę w 30 i pójdzie to sprawniej. Przyrzekam, że w wolnej chwili zabiorę się do pisania, ale jest serio dużo spraw, które muszę wyprostować, a czasem po prostu nie mam ochoty, czy też weny na tworzenie. 
Przykro mi też, że maleje liczba komentarzy i wejść. Naprawdę się dla Was staram, okay? Zrozumcie to, bo wcale nie muszę tego pisać a się dla Was poświęcam i sprawia mi to przyjemność.. 
Jeśli jesteście ciekawi, kim jest Aigel Witnees, zapraszam do zakładki " bohaterowie, i tam na końcu macie przedstawioną tę postać. 
Nie trzymam Was dłużej. 
Wielkie podziękowania dla Zuzi, która dzielnie ze mną jest przez całe trwanie Diamonds i komentuje na bieżąco! Luv ya Zuzz. 
Też bardzo dziękuję Natt, która mnie cały czas wspiera i, mimo, że nie prowadzi ze mną bloga to pomaga mi w niektórych sytuacjach. 
Lecimy!
  
 *Harry*
 Dojechaliśmy.. Może i było to tylko parę minut, ale zajebiście nudnych i męczących. Nie wiem, o co chodzi Clarze. Jesteśmy jeszcze młodzi.. mamy przed sobą dużo czasu, a niektórzy ludzie pobierają się nawet pod koniec swego życia. Clara ma dopiero 18 lat a ja 19. Kłamałem mówiąc, że mnie to nie obchodzi, czy będzie obrączka, czy nie. Właśnie myślę o tym od dłuższego czasu. To jest dla mnie ważne. Chcę, by była moją żoną, najpiękniejszą królewną świata. Moją księżniczką. Ale nie wiem, czy ona się zgodzi na małżeństwo, po tym, jak powiedziałem jej, że to dla mnie bez znaczenia.. Martwię się..
-Nie zamierzasz się do mnie odezwać, prawda?- Kładę dłoń na jej kolanie i próbuję złapać jej lśniące, błękitne oczy.
-Nie.- Prycham cicho i odwracam się w stronę chłopaków.
-Stary, co jest?
-Nic specjalnego. Pannie obrażalskiej przyszło na fochy.
-To twoja wina, nie moja!- Słyszę jej krzyk. Mam to gdzieś. Niech zrobi co chce, mam jej dosyć. Idę do kuchni, by sięgnąć z barku coś na zabicie myśli i wchodzę do mojego pokoju.
*Clara*
-Mała, co się stało?- Ścieram niepożądane łzy z polików i wtulam się w Nialler'a. 
-Powiedział mi... powiedział- jąkam się próbując mu wytłumaczyć całe zajście. Łzy utrudniają mi widoczność, wielka gula w gardle mówienie, a ból w sercu... wybaczenie Harry'emu. Wiem, że po prostu powiedział, co chciał. Ale.. po co dawał nadzieję?
-Ćśś.. spokojnie.. uspokój się i powiedz.- Horan zagarnia moje blond włosy do tyłu i wyciera spływające łzy. 
-W kawiarence spotkaliśmy jakąś Aigel.. ewidentnie przystawiała się do Harry'ego. Potem powiedział, że nie zamierza brać ślubu. Dla niego to bez znaczenia czy jest obrączka, czy nie. Wystarczy, że się kochamy.. Ale.. teraz nie mam co do tego pewności.
-Ta Aigel Witnees?!- Krzyczy.
-Wiesz.. nie mam pojęcia, czy to jest TA Aigel, ale wiem, że tak ma na imię. Co w tym złego, jeśli to byłaby ona?- Przekrzywiam głowę czekając na odpowiedź. 
-Spytaj o to Harry'ego. Z resztą.. słuchaj Clara, on cię naprawdę kocha. Zdradzę ci sekret, tylko nie mów o tym nikomu. Harry myślał o ślubie, ale stwierdził, że ma jeszcze czas. Daj mu te parę dni, a sama się przekonasz.- Uśmiecha się do mnie pokrzepiająco. Staram się wierzyć w to, co mówi. Ale nie mogę odrzucić myśli, że coś go z tą brunetką łączy.. Wchodzę do mojej sypialni i zatapiam się w pachnącej pościeli. Dopiero ranek, a ja już mam dość. Idealne rozpoczęcie ostatniego dnia wakacji.. Czuję, jak powieki stają się cięższe, aż po chwili odpływam w ręce Morfeusza.
*Harry*
Chcecie zepsuć sobie humor i opróżnić półkę z alkoholem? Dziewczyna idealnie się do tego nadaje. Za co się ona obraziła? No sorry, nie mam zamiaru się do niej kleić i Bóg wie, co jeszcze robić. Może kiedyś ją przeproszę, ale... za co? Za to, że rozmawiałem z Aigel? No błagam.. brunetka jest  po prostu we mnie wpatrzona od pierwszej klasy podstawówki. Śliniła się na mój widok i robiła wszystko, by być w moim centrum zainteresowania. Ale nawet do teraz nic mnie z nią nie łączy prócz sprawy łóżkowe. No.. one też się zakończyły jakiś czas temu. Nie wiem, co się ze mną dzieje.. Jeszcze parę dni temu zaprzątałem sobie głowę tymi sprawami, a teraz tak jakby wyparowały. Nie obchodzi mnie to, naprawdę.. Clara to dobra dziewczyna, ale nie jestem gotowy na taki krok, tym bardziej, że rok temu miałem kobietę na jedną, góra dwie noce.. 
-Stary, może byś się ogarnął, co? Mieliśmy wychodzić.- Nawet chwili spokoju. Bo po co, kurwa, nie? 
-Malik, ja cię błagam. Chociaż godzinę spokoju. To tak dużo?- Unoszę lekko głowę i karcę przyjaciela wzrokiem. 
-Ee.. no trochę, to dużo. Mamy sporo zajęć na dziś..- Drapie się po karku i siada obok mnie na łóżku.- A tak poza tym, to co się stało, że topisz smuteczki w najdroższym winie, jakie widziałem? 
-Wal się. Tu nie ma nic innego. Jeszcze mogłem iść do klubu, co jeszcze bardziej by wam się nie spodobało.
-Iii rozumiem, że mamy się z tego cieszyć, że się upijasz?- Kpi sobie ze mnie.. - A tak na serio, to o co chodzi?
- Nic specjalnego.. bawcie się beze mnie, ja podziękuję. Przeproś ode mnie Clarę. Chyba, że się znów obrazi, to powiedz, że się źle poczułem.- Zbywam go i mam nadzieję, że zamierza stąd wyjść, ale chłopak nadal siedzi w tym samym miejscu.
-Czyli o nią chodzi.- Szczerzy się, jak głupi. Boże.. Czemu mnie nie zostawisz i stąd nie wyjdziesz, baranie?! -Myślę. - O co znowu poszło?
-Obraziła się.- Mówię. Poniekąd jest to prawda, przecież nie kłamię..
-A o co?
Tu mnie ma..
-Powiedziałem jej, co myślę na temat ślubu, przynajmniej na razie.- Stawiam butelkę z większą siłą, niż jest ona do tego potrzebna i opieram głowę na otwartych dłoniach.
-Noo, ale nie powinna się obrazić. Przecież chciałeś tego.
-No właśnie o to chodzi, że nie. Powiedziałem jej, że dla mnie nie ma różnicy, czy będzie obrączka czy nie. Jeśli się tak naprawdę kochamy, to to jest bez sensu.- Prycham. Lecz, gdy widzę wzrok Zayn'a, kończę szybko:- Ale  przecież dobrze wiesz, że jest inaczej. Chcę ją zaskoczyć, tak z zaskoczenia. Wolałem uśpić jej czujność, żeby się nie domyślała.
-Ale wiesz, że "usypiając jej czujność" coraz bardziej się pogrążasz. Kurde.. każda dziewczyna liczy na taki krok ze strony faceta. A ty, mój drogi, musisz znaleźć odrobinę tej odwagi i spytać ją o rękę. Tym czynem pokazujesz, jak bardzo była dla ciebie ważna przez cały wasz związek, i że myślisz o czymś poważniejszym. Że na serio traktujesz" was", a nie jak zabicie czasu. - Whoow.. to się rozgadał..
-Jej, Malik, nie poznaję cię. Ale.. dzięki. Tyle, że ona nie chce na mnie nawet spojrzeć..
-Przejdzie jej. A teraz zbieraj się i jedziemy na plażę.- Klepie mnie po plecach na pożegnanie i odchodzi. Nie wiem już, co mam robić. Wzdycham lekko i przygotowuję się do wyjścia.

wtorek, 5 sierpnia 2014

Rozdział 28

Lecimy z nowym rozdzialikiem. Jeszcze ciepły hyhyhyh. 
Przepraszam, że taki krótki, ale nie daję rady więcej napisać. Wiem, co ma być dalej, wszystko jest zaplanowane itd.ale mam pełno rzeczy do zrobienia do 16 i nie mam pojęcia, jak się wyrobię xD poza tym jest jeszcze jeden problem, bo mam coś ze wzrokiem i mi się wszystko myli, miesza się i nie mogę poskładać zdań. Tak więc, jeśli ostatnie słowa rozdziału będą nie pasowały czy coś, to od razu uprzedzam, że to wina moich oczu ;p 
Zapraszam do czytania i komentowania, nie daję ograniczenia, powyżej ileś tam komentarzy-następny rozdział, bo wiem, że tyle nie będzie ile będę oczekiwać. Ale bardzo Was proszę, ten kto przeczyta, niech chociaż zostawi emotikon czy coś. 
Do następnego kochani!

Przygnębiony, to za mało. Byłem dostatecznie zniszczony przez mój własny natłok myśli. Wiem, że nie powinienem się tak tym przejmować, ale jednak jest to ważna sprawa. Nie ze względu na fanów i opinię świata, choć to też ważne. Ale to jest poważne i nie mam zamiaru popełniać błędu. 
A czy Clarę Nicholson uważasz za błąd?
Ph... oczywiście, że nie- odpowiadam swojej podświadomości. Prędzej uważam to za cud. Ale przeraża mnie też to, że wszystko, co wiązało się z życiem wolnego faceta, będę musiał porzucić. I tak już to zrobiłem z większością rzeczy. Pojutrze wracamy wreszcie do domu... Cieszyłem się na pobyt tutaj, ale jednak własny dom, to miejsce, do którego zawsze będę chciał przyjeżdżać. Myślę też, by później pojechać do moich rodziców.. dawno u nich nie byłem, a pewnie zdziwią się na widok uroczej blondynki. 
-Ty, Styles, a ty co taki zamyślony?- Śmieje się Niall.
-Dobrze wiesz dlaczego.. Idę spać. Nara chłopaki.- Żegnam się z zespołem i znikam w swojej sypialni. Moje oczy momentalnie się zamykają,a ja zasypiam w niespokojnym śnie.
*Rano*
-Co dziś robimy?- Pytam zakładając spodnie. 
-Nie mam pojęcia. Dziewczyny chciały iść na plażę. Ale sądzę, że nie jest to najlepszy pomysł teraz.- Odpowiada Zayn. Wysyłam wiadomość sms do Clary z myślą, że już sie obudziła. 


  Dokańczam poranne czynności i z szybkością światła pędzę do Clary. 
-Proszę.!- Po pukaniu słyszę słodki głos dziewczyny.
-Sorry panienki, znowu ją zabieram.- Uśmiecham się do pozostałych dziewczyn i całuję blondynkę w skroń. Po pięciu minutach schodzimy do lobby i wychodzimy na świeże powietrze. 
-Zabieram cię na śniadanie.- Mrugam do niej i chwytam jej drobną dłoń w swoją. Znachodzimy małą, kameralną kawiarnię i siadamy przy stoliku.
-Dzień dobry, witam  w Morito's Caffe. Co podać?- Wita nas wysoka brunetka. 
*Clara*
" -Dzień dobry, witam  w Morito's Caffe. Co podać?"- Ugh.. ten jej przesłodzony głosik i napompowane piersi i tyłek. Sam wzrok Harry'ego mówi za siebie.. 
-Weźmiemy dwa razy tosty z serem, francuskie rogaliki z czekoladą i dwie mocne kawy z dodatkiem śmietany i łyżeczką cukru.- Uśmiecham się fałszywie do kelnerki przerywając zaloty tej dziewczyny do mojego chłopaka. 
-A dla pana, panie Styles? Co panu podać?- No czy ona mnie nie słyszała, czy mnie nie widać?! 
-Zamówienie złożyła moja narzeczona, dziękuję Aigel.- Odparł patrząc się w jej oczy. Uśmiechnęłam się do tej Aigel, czy jak jej tam i położyłam rękę na dłoni Styles'a. 
-Posiłek pojawi się w ciągu pięciu minut.- Dziewczyna prycha. Odchodząc zamiata figlarnie tyłkiem tak, że ja mogę zmieść swoją szczękę z podłogi. Widzę, jak puszcza oko do Harry'ego i uśmiecha się ironicznie do mnie. Mogę jej tylko pozazdrościć. 
-Dziękuję, że zamówiłaś za mnie. Tosty z serem i francuskie rogaliki? Oryginalnie, nie powiem.- Śmieje się. 
-Przymknij się. Wiem, że byś wolał na śniadanie Aigel..- Jej imię próbowałam wypowiedzieć udając jej głos. Faktycznie, po około pięciu minutach na naszym stoliku pojawiło się zamówienie. 
-Mam nadzieję, że panu i pańskiej żonie posmakuje śniadanie serwowane przez Morito's Caffe, jeśli byłabym jeszcze potrzebna, mam na imię Aigel. Choć, panie Styles.. Pan już to wie.- Szepnęła uwodzicielsko do mojego towarzysza. Jeszcze nigdy nie byłam tak wściekła, zazdrosna i..... wszystko razem.
-Zaraz ją uduszę, wskrzeszę i jeszcze raz uduszę.- Warczę w jego stronę.  
-Nie denerwuj się tak, złość piękności szkodzi skarbie.
-Nie słodź mi tu. I.. zaraz, zaraz, jaka narzeczona?- Powracam do odpowiedzi Harry'ego, w której użył tego słowa.
-Chciałaś mieć ją z głowy?- Pyta i zaczyna jeść.Potakuję smutno głową i także zaczynam  -Przecież wiesz, że to zarwanie głowy z tym wszystkim. Poza tym sądzę, że to nie ma sensu. Jeśli się naprawdę kochamy, to nie robi mi różnicy, czy będzie obrączka, czy nie- I mówi to z taką obojętnością.. Kręcę głową i dalej grzebię w talerzu. 
-Hej, mała co jest?
Nie odpowiadam. Mam go dość. Serdecznie dość. 
- Nic, co ma być?-Pytam.
-Dlaczego nie jesz?
-Bo przestaję być głodna, takie trudne do zrozumienia?- Czuję, że jestem coraz bardziej zdenerwowana. Zasłużył sobie na to. Ale w sumie, to oboje mamy czas, by myśleć o przyszłości. Za niedługo mam osiemnastkę dopiero. Jednak chciałabym zaplanować sobie czas na przyszłe parę lat. Najlepiej by było, gdyby był w niej Harry.
-Jak nie będziesz jeść popadniesz w anoreksję. Już jesteś zbyt chuda.- Patrzy na mnie jak spod byka. Co ja mu zrobiłam?! 
-Jedno głupie śniadanie nie sprawi, że będę anorektyczką.- Gromię go wzrokiem. Biorę do ust kawałek tosta i odkładam go na talerz. Fuj. Jaka kelnerka, takie jedzenie.. Zakładam ręce na piersiach i czekam, aż brunet skończy jeść. 
-Chodź, panno obrażalska..- Chwyta mnie za rękę i idziemy do wyjścia. Wyrywam swoją dłoń z jego większej i poprawiam torbę na ramieniu. Wsiadamy do samochodu bez słowa. 

środa, 30 lipca 2014

Rozdział 27

 Hej hej
Wielkie sorry za krótki rozdzialik, starałam się dodać szybko, jak tylko mogłam. Ale jednak trudno mi było go pisać. Jeśli lubicie ckliwe momenty, romantyczne chwile i tym podobne, to szykujcie się, bo dużo tego będzie xD Myśleliście o ciąży Clary? Aahahah, nie tak szybko kochani. Jeszcze się trochę podzieje, zanim dowiemy się, czo z tą Nicholson jest :D A ślub? Jak myślicie? Dobry pomysł? Co powinien zrobić Harry?
Trochę mi przykro, że tak lekceważycie te komentarze. Naprawdę :/ może to się wydawać głupie, bo piszę dla siebie, ale.. serio, to pomaga i dzięki temu wiem, czy warto. Zdecydowałam( mimo że był jeden komentarz dotyczący tego xd), że będzie druga część Diamond. Myślę, że nie będę zakładać nowego bloga z drugą częścią, choć to także jest dobry pomysł. Zapraszam do czytania, KOMENTOWANIA xd(niee nic)  i czekajcie na następny! 
Luv ya 

*Harry*
Naprawdę, śmieszy mnie ta cała sytuacja z Ellen. To tylko znajoma, niepotrzebna była interwencja Clary. Choć, dobrze wiem, że kelnerka na mnie leci, to nie posunąłbym się na dalej, niż zwykła rozmowa.
Gdy wychodzimy z budynku blondynka kieruje złowrogie spojrzenie do czarnowłosej Ellen, która rozmawia z klientem. Ta się tylko uśmiecha ironicznie. Wsiadamy do limuzyny, a ja kieruję kierowcę na Bundy Drive.*
-Harry? Nie jedziemy do hotelu?- Słyszę przerażony głos Nicholson. 
-Nie, nie jedziemy. Postanowiłem, że przejedziemy się do jednego uroczego miejsca..- Mówię ze spokojem kładąc dłoń na jej udzie.
-Którym jest..?
-Tego nie mogę ci powiedzieć..- Mruczę w jej szyję.- Ale jestem pewien, że ci się spodoba.- Dodaję i całuję jej obojczyk.  Przez resztę drogi nie odzywamy się do siebie, wzrok Clary umieszczony jest gdzieś za oknem, za to mój w wyświetlaczu telefonu. Na sam widok odebranej wiadomości uśmiechnąłem się szeroko. 
-Wiadomość od Mandy?- Słyszę pytanie Clary, która opiera się łokciem o bok samochodu. 
-Nie, to coś zdecydowanie lepszego. 
-Oh.. porno od Mandy? Kuszące..- Mówi sarkastycznie. Krew zaczyna buzować w moich żyłach gdy to słyszę. Ona dobrze wie, że bym jej tego nie zrobił. Dobrze, chce, więc będzie mieć. Zabawę czas zacząć.
-A wiesz.. to nie taki głupi pomysł. Muszę ją kiedyś o to poprosić.- Mówię uśmiechając się do dziewczyny. Widzę jej poirytowanie, więc ciągnę dalej.- Napisała do mnie, że chce się ze mną spotkać wraz z Ellen. Takie spotkanie towarzyskie.- Mówię śmiejąc się.
-Dobry pomysł. W sumie możesz jutro iść. Mam plany.- Nie załapuje..
-Ale wiesz.. spotkaliśmy się już dzisiaj, więc to bez sensu.
-Jak to dzisiaj?!- Prawie krzyczy zabijając mnie wzrokiem. Znowu się śmieję i składam całusa na jej policzku.
-Pieprz się Styles.- Dostaję środkowy palec w moją stronę i obrażoną minkę mojej księżniczki.
Pozostało nam około 10 minut, które i tak spędzamy w ciszy. Mam tego dość. Zasuwam oddzielającą mnie dźwiękoszczelną szybkę od kierowcy i dwoma palcami obracam brodę blondynki w moją stronę.
-Czego chcesz męska dziwko?- Pyta uśmiechając się.
-Nie baw się tak ze mną.- Mówię zdenerwowany marszcząc brwi.
-A jak będę, to co?- Przekrzywia głowę i wlepia we mnie te przeraźliwie urocze niebieskie oczka.
-To będzie bardzo, bardzo źle.- Mówię całując jej szyję powoli kierując się do złączenia szczęki z szyją. -Bardzo.
Całus.
-Bardzo.
Całus.
-Bardzo źle..- Kończę całując ją w usta. Kładę obie dłonie na jej talii, a jej ręce suną po moim karku i zmierzają na tors.
-Jesteśmy Panie Styles.- Słyszymy gruby głos kierowcy.
Chrząkam nerwowo zanim coś powiem, po czym poprawiam klapy marynarki.-Dobrze Andrew. Dziękuję.
Clara śmieje się cicho i bierze moją dłoń, którą wystawiam w jej kierunku. Wysiadamy z auta i podchodzimy bliżej zbocza.
-Chcesz mnie stąd zrzucić?- Pyta blondynka.
-Niee, wiesz, jeszcze nie.- Śmieję się.- Od razu myślisz, że bym chciał cię stąd zepchnąć? Nawet nie zobaczyłaś tego widoku.- Kładę głowę na jej ramieniu i obejmuję w talii. Przyglądamy się panoramie przed nami, a ja odpływam myślami parę lat dalej.
Tworzymy kochającą się rodzinę z Clarą. Nosi moje nazwisko, z resztą, jak nasze dzieci.  Słodka córeczka z urodą oczywiście po mamie, przystojny synek z moimi cechami.. i duży pies.. 
Cóż.. to moje plany na przyszłość.
-Heeej. Ziemia do Harry'ego.- Clara macha przede mną dłonią.
-Hm?
-Pytałam, co zamierzasz robić dalej.
-Nie możemy tak po prostu tu zostać?
-Obawiam się, że nie.- Mówi śmiejąc się.
-Chodźmy, chłodniej już.- Mówię skradając całusa na jej nosku. Faktycznie, patrząc na ubiór Clary, lepiej ją stąd zabrać. Zdejmuję marynarkę i narzucam na jej ramiona.
-A tak w ogóle, to okazało się, że wracamy pojutrze. Nie mamy koncertu. - Pokazuję jej  wiadomość od Lou.
Jej mina wyraża nie tyle co zdziwienie, ale także zakłopotanie. Dobrze wiem, że to tego sms'a pomyliła z "wiadomością od Mandy". Boże.. nawet bym jej nie tknął. Choć, okej, przyznaję się bez bicia, że na imprezie się do mnie kleiła.. Ale hej! To ona pierwsza zaczęła.. Wychodzimy z auta, zaprowadzam blondynkę do jej pokoju, a po chwili jestem wśród czterech przyjaciół.
Stwierdzili, że "chcą pogadać w męskim stylu".. pełno pytań, brak czasu na odpowiedź, piwo i coś dennego w telewizji. Dziewczyny tak samo wpadły na ten pomysł, by zaciągnąć Clarę na rozmowę.
-Do jutra piękna.- Złączamy nasze usta i wchodzę do chłopaków.
*Clara*
-Jak było?! No mów szybko, jak było??- Pierwsze krzyki dochodzą mnie od strony zdesperowanej Perrie, która usiłuje wyciągnąć ze mnie wszystkie szczegóły. Uśmiecham się do dziewczyn porozumiewawczo i odkładam torebkę na stolik. 
-Było.. ekstra!- Krzyczę śmiejąc się. 
-To świetnie..- Uśmiechasię Jessica. Jestem nieco zdziwiona jej postawą. Jess jest..inna. Nie mam pojęcia, jak to się wszystko stało, czemu nigdy wcześniej tego nie zauważyłam. Mogę się jedynie domyślać..
Wszystkie siadamy na łóżku, a wzrok ubu tych dziewczyn spoczywają na mnie. 
-Nooo, opowiadaj.! Ze szczegółami!!- Piszczy Pezz. 
-Zabrał mnie do Magnefic**- Zaczynam. Oczy blondynki powiększają się diametralnie.- Zjedliśmy pyszną kolację. Ale.. pamiętasz, przed moim wyjazdem.. tego chłopaka, co podszedł do mnie, gdy byłyśmy na zakupach?- Kiwa głową.
-Peter..- Szepcze .Potwierdzam pojedynczym kiwnięciem głowy.
-Przedstawił się w restauracji, jako nasz kelner. Przypatrywał mi się i kręcił się wokół nas przez cały posiłek.
-No wiesz.. to jego praca.
-Nie Perrie.! Właśnie, że nie! Mieszkał w Londynie. Od niego brałam dragi.. Jestem pewna, że on coś kręci.. Jestem po prostu tego pewna..- Załamuję głos i chowam głowę w dłonie. Co, jeśli przyleciał tu za mną? Coś ode mnie chce? Skąd wiedział o tym, że będziemy w tej akurat restauracji? Może, jak mówi Perrie to zwykły przypadek? Nie sądzę.. wszędzie bym poznała jego parszywy uśmiech, jak wtedy, gdy odchodził w centrum handlowym.
-Damy sobie radę. Harry na pewno z ciebie oka nie spuści.- Zapewnia mnie dziewczyna. -Co było dalej? Gdzie cię zabrał??
-Noo... wylądowaliśmy na takim fajnym zboczu na Bundy Drive. Pogadaliśmy i.. jestem.- Uśmiecham się i roztrzepuję ułożone włosy. Przez cały czas czułam się niewygodnie z taką fryzurą. Wolę jednak pozostawiać je rozpuszczone, spięte w luźnego koka lub kucyka.
-Sorry dziewczyny, jestem wymęczona. Jutro idziemy na plażę z chłopakami, yaay!- Śmieję się wyciągając ręce w górę. Jessica kiwa tylko głową i wchodzi do swojej sypialni, w te same ślady idzie także Edwards. Opadam na miękką pościel i zatapiam się w przyjemnym zapachu.
*Harry*
-Ej, tylko kolacja i to ckliwe coś na  Bundy Drive?- Parsknął Louis. 
-A co jeszcze miało być?- Pytam z niedowierzaniem.
-Noo, nie wiem, ale sądzę, że chciała czegoś więcej.- Śmieje się.
-Dobrze wiem, do czego zmierzasz i, uwierz mi, że chodziło nam tylko o mile spędzony wspólnie czas. Zwykła kolacja i tyle. - Wzruszam ramionami i chwytam kolejną butelkę piwa. 
-A tak w ogóle, to myślicie o czymś?- Pyta Liam.
-To znaczy?
-Oj dobrze wiesz, o czym on mówiii.- Szczerzy się Malik strzelając gola w grze wideo. 
-No, o poważniejszym związaniu? Czy to jest kolejna zabaweczka Styles'a na parę miesięcy?
-Niee no błagam was.. Na razie nie myślimy o takich rzeczach, znaczy..ona nie myśli..- Czuję, jak robię się czerwony. 
-Czyyyli, że?
-No co, że?! Kurwa, tak bardzo chciałbym poprosić ją o rękę, ale stary.. ona kończy osiemnastkę niedługo. Sądzę, że się nie zgodzi. A wtedy nasz związek będzie nieco zarwany. Czego nie chcę. - Tłumaczę się upijając łyk alkoholu. Wiem, że Clara może się nieco przestraszyć mojej propozycji, ale naprawdę, naprawdę. Nikogo wcześniej nie traktowałem tak, jak ją. Chcę, by była ze mną szczęśliwa.. Wstaję i idę w stronę pokoju Clary. Pewnie jeszcze gadają, ale gdy staję naprzeciwko drzwi, nastaje głucha cisza.. Pukam delikatnie w drewnianą płytę, raz, drugi, trzeci. Nic. Po cichu wchodzę do pomieszczenia, a moim oczom ukazuje się śpiąca blondynka okryta jasną pościelą. Wygląda tak uroczo... Nie mam zamiaru jej budzić, więc podchodzę i składam pocałunek na jej czole i zgarniam blond kosmyki do tyłu. Taka piękna.. Tylko moja.. Wracam z powrotem do chłopaków. Żaden nie wspomina o wcześniejszym temacie rozmowy. Do czasu..
-Harry?
-Nie, nie ma więcej piw.- Odpowiadam oschle do Niall'a.
-Aa to spoko.. Znaczy, nie o to mi chodziło. Jak mocno denerwujesz się spytać ją o małżeństwo?
-Bardzo..- Mruczę obracając w ręku butelkę. 
-Masz.- Wciska mi w dłoń zwitek papieru i wychodzi z pokoju. Rozwijam małą karteczkę i czytam, co jest na niej napisane.
 Nr.kontaktowy:020-4834-1215
Dr. psycholog Irene Voldris 
 Adres:  Avenue43 street/Island Terry
Czy właśnie Niall dał mi adres i numer telefonu do psychologa? Czy to nie jest czasem nasza psycholog od zespołu? Adres się w sumie zgadza, tylko numer jakiś inny.. Zastanawia mnie jeszcze to, jakim cudem miała by ona mi pomóc? Nie potrzebuję jej, by pomogła mi zdecydować co z tym zrobić. Wolę pogadać z kimś, kto faktycznie mnie zna. Wrzucam kulkę z karteczki do śmieci i kładę się na plecach na łóżku. Jeśli nie zacznę myśleć o tym, Clara może stwierdzić, że jest kolejną zabawką na jakiś czas, jak to powiedział Liam. Ale z drugiej strony, jeśli spytam ją o to, a ona mi odmówi, czy coś.. Może być między nami gorzej. I tego się boję. Boję się odrzucenia, dlatego z nikim nie wiązałem się na tyle poważnie, by móc o nim myśleć. A teraz.. to wszystko wydaje się być inne. Nie dla mnie.
*Bundy Drive-Jedna z ulic LA
**Magnefic -restauracja, w której byli Clara i Harry.

poniedziałek, 28 lipca 2014

One shot nr.2! Tyt.Upadły Anioł



Mówili, że jesteśmy różni. To prawda. Ale czy nie to czyniło nas wyjątkowymi?
Anioły.. Tak. Te prawdziwe. Nie takie, które znacie z bajek lub filmów fantasy.
Nas, uskrzydlonych jest coraz mniej. Żyjemy w jednym miejscu, przylądku White Eutile.
Jest coś, co różni nas od innych ludzi. Nie tylko to, że jesteśmy istotami niebieskimi.
Mamy te same geny, kolor włosów i oczu. I.. jeszcze coś. Możemy się zakochać tylko w osobie, która żyje na przylądku. Kiedyś po spotkaniu z wyższością, mama tłumaczyła mi, że mam nie wracać, jeśli mój wybranek będzie inny. Mówiąc to, miała na myśli inny niż my wszyscy. Tak samo mówiła wyższość.
-Pamiętajcie! Różnice podzielą nas. Nie będziemy już jednością, staniemy się inni. A wszystko to doprowadzi do końca.- To była jedna z zasad, które trzeba było przestrzegać.
Gdy miałam 19 lat mój sektor mógł wyruszyć w pierwszą podróż po świecie.
Żyjemy w sektorach, a po 18 roku życia przenosimy się do 2 poziomu. Później jest 3 poziom, czyli wiek sędziwy. Stamtąd droga prosta do czarnej strefy. Wracając do podróży. Mieliśmy wybrać jedną osobę, której będziemy chcieli pomóc.
Od razu pewien chłopak przykuł moją uwagę. Mniej więcej w moim wieku. Spacerując po mieście zauważyłam  go. Był wśród swoich znajomych. Wszyscy byli radośni i pełni energii. On był.. inny. Rude kosmyki włosów opadały na czoło. A szare oczy błądziły po wszystkich twarzach. Nie wiedziałam, czego lub kogo szukał. Myślę, że kogoś, kto mu pomoże. Smutny wyraz twarzy poruszył moje serce.
I już wiedziałam.
To jemu chciałam pomóc.
Spędziliśmy 4 miesiące. Codziennie się spotykaliśmy, a nasza przyjaźń rozwijała się z dnia na dzień.
-Ann.. dlaczego?- Spytał któregoś dnia, gdy chodziliśmy krętymi ścieżkami parku.
-Dlaczego, co?- Odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-No… dlaczego jesteś dla mnie taka dobra. Szczerze mówiąc odmieniłaś moje życie, Annabel.- uśmiechnął się, co sprawiło, że stał się jeszcze bardziej uroczy, a w moim brzuchu narodziło się stado motyli.
I miałam rację, pomogłam mu.
W tych miedzianych włosach, szarych oczach, wspaniałym uśmiechu i….. w tej niewłaściwej osobie się zakochałam.
W tym samym czasie zrozumiałam, że zakochałam się w czymś, czego zakazywano mi od lat. Przypomniałam słowa mamy: Nie wracaj, jeśli różnice wezmą nad tobą górę.
I nie wróciłam..
Wolałam wybrać życie u boku rudowłosego Tony’ego.
2 miesiące po tym zdarzeniu sektor miał wrócić na White Eutile. Ja zostałam.
Jakiś czas później opowiedziałam moją historie Tony’emu. Odszedł uznając mnie za wariatkę. Zostałam sama. Tu, na ziemi. Bez możliwości powrotu na przylądek.
 Zostałam sama.
Jako upadły anioł.
Mama, jak i wyższość mieli rację.
Różnice doprowadzają do końca.