Hej Wam!
Przepraszam.. naprawdę przepraszam. Zawiodłam Was i pewnie do samego końca będę zawodzić. Przez długi czas próbowałam skleić coś, lecz za każdym razem, gdy siadałam- wena odpływała. Ciężko mi wychodzi pisanie rozdziału przez tydzień, czy dwa. Może nawet miesiąc. Ale czasu mam niewiele na takie sprawy. Staram się napisać coś dobrego. Coś, co z chęcią przeczytacie, ale to nie wyjdzie. Zdałam sobie sprawę, jaka ta historia jest żałosna. Albo może przekazanie jej jest takie. Do końca Diamond pozostały 3 rozdziały+ epilog. Dacie radę..
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nie bardzo mam pojęcie, ile czasu minęło od ujrzenia światła dziennego. To jest pierwszy- i mam nadzieję ostatni- raz, gdy potrzebuję ciepłych ramion Harry'ego od czasu wylotu.. Z mojej piersi wyrywa się ciche łkanie, które zmienia się w nieustający szloch. Jestem pewna, że nikt nawet się nie zainteresuje moim zniknięciem. Cała grupa One Direction i dwie pozostałe dziewczyny nie zauważą, że z domu w Londynie zniknęła, nic nie znacząca Clara..
Rozglądam się po pomieszczeniu, ale udaje mi się dostrzec tylko kontury poszczególnych przedmiotów. Zza drzwi wyłania się jasna poświata, co daje mi zrozumieć, że ktoś po drugiej stronie jest.
-Mamy ją, to po co chcesz jeszcze tamtych?!- Krzyczy ktoś.
-Myślisz, że na tym się skończy?- Śmieje się ironicznie drugi.
O co im chodzi?
Kogo jeszcze chcą, oprócz "jej".?!
Czy chodzi o mnie? O mnie i piątkę byłych przyjaciół? Mogę za nich wszystkich umrzeć, byle tylko ten, kimkolwiek on jest, nie zrobił im krzywdy. Jedyną osobą, którą będę obwiniać, jestem ja. I pewnie tak sądzić będą inni.
-I jak panowie, nasza księżniczka wylądowała na miejscu..?- Słyszę tym razem kobiecy głos, przypominający pewną osobę. Czy to Jess? Co ona tu robi?
Przywieram całą sobą do ściany, by usłyszeć więcej.
-Jest i czeka na ciebie z niecierpliwością...- Facet odpowiada z figlarnym tonem głosu.
Po chwili słyszę, jak drzwi od mojej "celi" otwierają się, a w nich staje właśnie moja przyjaciółka.
-Jessica..- Szepczę otwierając szeroko oczy. Nie mogę w to uwierzyć, ona po stronie Peter'a.
-Witaj, Clara. Miałaś udany lot?- Parska śmiechem dziewczyna.
-Tak, a w szczególności z mojego domu tutaj.- Warczę mrużąc oczy.
-Nie musisz być taka niemiła..- Odpowiada.- Nic ci to nie da skarbie..- Brunetka schyla się na wysokość mojej twarzy i, po raz kolejny czuję ostry przedmiot przy swojej skórze. Syk wydostaje się z moich ust, lecz nie powstrzymuje to czynów byłej przyjaciółki.
-Harry wrócił do Londynu. Ale nie bój się, czuje się świetnie w towarzystwie Aigel..- Śmieje się i wychodzi zamykając drzwi na klucz.
Nie wiem, co boli mnie bardziej. Cięta rana od noża, czy słowa Jess.
Osobiście stwierdzam, że to drugie. Nie mogę wyobrazić sobie, że Harry, mój Hazz zrobiłby coś takiego. Obiecywał, że kocha, że nigdy nie zostawi, a teraz?
Teraz cierpisz za dwoje...- Moja świadomość cicho wchodzi w moje myśli.
Właśnie w tym momencie uświadamiam sobie, że wolałabym umrzeć. Bo, skoro nikt się mną nie interesuje- po co żyję..?
Przepraszam.. naprawdę przepraszam. Zawiodłam Was i pewnie do samego końca będę zawodzić. Przez długi czas próbowałam skleić coś, lecz za każdym razem, gdy siadałam- wena odpływała. Ciężko mi wychodzi pisanie rozdziału przez tydzień, czy dwa. Może nawet miesiąc. Ale czasu mam niewiele na takie sprawy. Staram się napisać coś dobrego. Coś, co z chęcią przeczytacie, ale to nie wyjdzie. Zdałam sobie sprawę, jaka ta historia jest żałosna. Albo może przekazanie jej jest takie. Do końca Diamond pozostały 3 rozdziały+ epilog. Dacie radę..
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nie bardzo mam pojęcie, ile czasu minęło od ujrzenia światła dziennego. To jest pierwszy- i mam nadzieję ostatni- raz, gdy potrzebuję ciepłych ramion Harry'ego od czasu wylotu.. Z mojej piersi wyrywa się ciche łkanie, które zmienia się w nieustający szloch. Jestem pewna, że nikt nawet się nie zainteresuje moim zniknięciem. Cała grupa One Direction i dwie pozostałe dziewczyny nie zauważą, że z domu w Londynie zniknęła, nic nie znacząca Clara..
Rozglądam się po pomieszczeniu, ale udaje mi się dostrzec tylko kontury poszczególnych przedmiotów. Zza drzwi wyłania się jasna poświata, co daje mi zrozumieć, że ktoś po drugiej stronie jest.
-Mamy ją, to po co chcesz jeszcze tamtych?!- Krzyczy ktoś.
-Myślisz, że na tym się skończy?- Śmieje się ironicznie drugi.
O co im chodzi?
Kogo jeszcze chcą, oprócz "jej".?!
Czy chodzi o mnie? O mnie i piątkę byłych przyjaciół? Mogę za nich wszystkich umrzeć, byle tylko ten, kimkolwiek on jest, nie zrobił im krzywdy. Jedyną osobą, którą będę obwiniać, jestem ja. I pewnie tak sądzić będą inni.
-I jak panowie, nasza księżniczka wylądowała na miejscu..?- Słyszę tym razem kobiecy głos, przypominający pewną osobę. Czy to Jess? Co ona tu robi?
Przywieram całą sobą do ściany, by usłyszeć więcej.
-Jest i czeka na ciebie z niecierpliwością...- Facet odpowiada z figlarnym tonem głosu.
Po chwili słyszę, jak drzwi od mojej "celi" otwierają się, a w nich staje właśnie moja przyjaciółka.
-Jessica..- Szepczę otwierając szeroko oczy. Nie mogę w to uwierzyć, ona po stronie Peter'a.
-Witaj, Clara. Miałaś udany lot?- Parska śmiechem dziewczyna.
-Tak, a w szczególności z mojego domu tutaj.- Warczę mrużąc oczy.
-Nie musisz być taka niemiła..- Odpowiada.- Nic ci to nie da skarbie..- Brunetka schyla się na wysokość mojej twarzy i, po raz kolejny czuję ostry przedmiot przy swojej skórze. Syk wydostaje się z moich ust, lecz nie powstrzymuje to czynów byłej przyjaciółki.
-Harry wrócił do Londynu. Ale nie bój się, czuje się świetnie w towarzystwie Aigel..- Śmieje się i wychodzi zamykając drzwi na klucz.
Nie wiem, co boli mnie bardziej. Cięta rana od noża, czy słowa Jess.
Osobiście stwierdzam, że to drugie. Nie mogę wyobrazić sobie, że Harry, mój Hazz zrobiłby coś takiego. Obiecywał, że kocha, że nigdy nie zostawi, a teraz?
Teraz cierpisz za dwoje...- Moja świadomość cicho wchodzi w moje myśli.
Właśnie w tym momencie uświadamiam sobie, że wolałabym umrzeć. Bo, skoro nikt się mną nie interesuje- po co żyję..?
*Harry*
Tyle czasu bez Clary.. czy tylko mnie to wkurza?
-Chłopaki, powiedzcie, że ona nie odeszła..- Chowam głowę w dłoniach. Wreszcie wracamy..
-Jej tu nie ma..- Cicho wzdycha Niall.
-Pokazałeś na co cię stać..- Prycha Zayn. Tak kurwa. Pokazałem i co z tego mam? Pokazałem najważniejszej dziewczynie mojego życia, jak bardzo mi na niej zależy. A teraz pewnie przeze mnie płacze, zraniłem ją tak mocno, że sam sobie już nie ufam. Nie ufam, ale wiem jedno, że kocham ją tak mocno jak wcześniej. Będę kochał zawsze, bo to ona mnie uratowała.
-Za chwilę lądujemy, proszę zapiąć pasy. -Informuje nas stewardessa. Przygotowujemy się do wejścia w stary świat, unormowania oddechu, rozpoczęcia normalnej pracy, witania się z fanami i... życia w tej pustce. Przynajmniej ja.
Odruchowo wybieram numer do Clary i dzwonię. Nie odbiera. Raz, drugi, trzeci. Nic. Zero kontaktu. Może nie chce ze mną rozmawiać?
Głupi Harry, oczywiście, że nie chce. -Podświadomość jest tak okrutna, że bardziej się nie da.
*Właśnie lądujemy, jeśli chcesz jeszcze ze mną rozmawiać, to odbierz. Proszę.. Daj mi ostatnie 5 minut.*
Wystukuję na klawiaturze telefonu wiadomość do blondynki. Wiem, że bardzo ją zraniłem. Nie powinienem był, ale to był moment. Nie mogłem zapanować nad sobą. Jedna chwila sprawiła, że nie potrafiłem odróżnić dwóch dziewcząt, która z nich jest dla mnie najważniejsza. Ale wiedziałem to. Serce nadal pamięta jej imię i bije tysiąc razy mocniej, gdy ktoś je wypowiada, lub gdy ona tu jest. Usta cały czas pamiętają smak jej warg, gdy oboje unosiliśmy się na własnych falach.
- Obudź się, wysiadamy. -Szturcha mnie Nialler. Kiwam głową i zbieram swoje rzeczy. Wysiadamy z samolotu, i od pierwszego wdechu zbierają się łzy w moich oczach. Miałem wrócić razem z Clarą, mieliśmy ogłosić zaręczyny. Tak, miałem w planach poprosić ją o rękę. Ale teraz to wszystko na nic.
Światła reflektorów uderzają w nas gwałtownie. Piski, krzyki i inne dźwięki dobiegające z ust fanów przybyłych na lotnisko. Jedno, czego chcę, to by zamiast ich wszystkich była Clara.
Koniec. Stop. Teraz liczą się oni.
-Dlaczego Clara Nicholson nie wróciła z wami?
-Czy to koniec związku między tobą a blondynką?
-Czy to prawda, że Clara Nicholson została porwana?
-Jaka była twoja reakcja?
-Dlaczego trasa została odwołana?
-Gdzie podziewa się twoja narzeczona?
-Zdradziłeś Nicholson z jej przyjaciółką?
-Kim jest tajemnicza brunetka?
Większość zadawanych pytań przez reporterów była fikcją. Nikt jej nie porwał, a ja nie zdradziłem jej z Jessicą, także trasa nie została odwołana. Potrząsam głową i idę dalej za chłopakami. Mam dość. Z chwilą, gdy wsiadamy do limuzyny jest mi lżej i ciężej naraz. Jestem pewny, że pod domem znajdzie się liczna grupa fanów, ale nasi ochroniarze nas od nich odseparują. Mam taką, kurwa nadzieję. Najchętniej, znalazłbym się teraz obok Clary, przytuliłbym ją do swojego torsu, pozwoliłbym się jej wypłakać, przytuliłbym ją jeszcze mocniej i nigdy nie pozwolił odejść. A jeszcze chętniej, to bym sięgnął po dobre whisky i usiadł przed telewizorem oglądając durny talk show lub mecz. Ta druga opcja jest bardziej możliwa do spełnienia.
-Wreszcie w domu!!- Krzyczy Lou, gdy wchodzimy do domu. Nasze miny rzedną, gdy widzimy jeden wielki burdel w salonie, kuchni i na schodach.
-Co jest do cholery?! -Głos wściekłego Malika przedziera się przez nagłą ciszę. Spoglądam na walizkę stojącą w hallu. Walizka Clary.. Czyli tu była. Ale dlaczego jej nie wzięła ze sobą?
-Harry?- Louis patrzy na mnie ostrzegawczo, gdy otwieram ją.
-Clara. Clara tu była.- Mówię do niego z zaciśniętymi zębami. Z wściekłości wyrzucam wszystkie rzeczy. To wszystko jest Clary.
- I co? Spakowała się, zrobiła syf w domu i uciekła nie biorąc bagażu? Chyba nie sądzisz, że ona zrobiła taki bajzel..- Prycha, lecz po chwili kuca na przeciw mnie. -Wiesz, że niekoniecznie tylko ona mogła być tutaj.
-Co chcesz przez to powiedzieć?
-Clara wparowała do naszej willi. Spakowała ubrania, postawiła walizkę przy drzwiach i najprawdopodobniej zadzwoniła po taxi. Ta, szybko nie nadjeżdżała, więc Clara postanowiła się napić, coś zjeść. Ktoś wszedł do domu, chciał porwać Clarę, ona uciekała wywracając wszystko, lecz w ostateczności cel tego kogoś został osiągnięty.
-W liście było dokładnie napisane, że jedzie do domu. Do swojego domu.
-Pojadę z nim. -Mówi niemrawo Nial. Wstaję i razem z nim wychodzimy tylnym wyjściem. Kierujemy się w stronę domu Clary. Otwieram drzwi zapasowym kluczem, szukam dziewczyny po wszystkich pomieszczeniach. Nic nie jest naruszone, to tak, jakby blondynki w ogóle nie było..
-Nie ma jej tu..
-Pokazałeś na co cię stać..- Prycha Zayn. Tak kurwa. Pokazałem i co z tego mam? Pokazałem najważniejszej dziewczynie mojego życia, jak bardzo mi na niej zależy. A teraz pewnie przeze mnie płacze, zraniłem ją tak mocno, że sam sobie już nie ufam. Nie ufam, ale wiem jedno, że kocham ją tak mocno jak wcześniej. Będę kochał zawsze, bo to ona mnie uratowała.
-Za chwilę lądujemy, proszę zapiąć pasy. -Informuje nas stewardessa. Przygotowujemy się do wejścia w stary świat, unormowania oddechu, rozpoczęcia normalnej pracy, witania się z fanami i... życia w tej pustce. Przynajmniej ja.
Odruchowo wybieram numer do Clary i dzwonię. Nie odbiera. Raz, drugi, trzeci. Nic. Zero kontaktu. Może nie chce ze mną rozmawiać?
Głupi Harry, oczywiście, że nie chce. -Podświadomość jest tak okrutna, że bardziej się nie da.
*Właśnie lądujemy, jeśli chcesz jeszcze ze mną rozmawiać, to odbierz. Proszę.. Daj mi ostatnie 5 minut.*
Wystukuję na klawiaturze telefonu wiadomość do blondynki. Wiem, że bardzo ją zraniłem. Nie powinienem był, ale to był moment. Nie mogłem zapanować nad sobą. Jedna chwila sprawiła, że nie potrafiłem odróżnić dwóch dziewcząt, która z nich jest dla mnie najważniejsza. Ale wiedziałem to. Serce nadal pamięta jej imię i bije tysiąc razy mocniej, gdy ktoś je wypowiada, lub gdy ona tu jest. Usta cały czas pamiętają smak jej warg, gdy oboje unosiliśmy się na własnych falach.
- Obudź się, wysiadamy. -Szturcha mnie Nialler. Kiwam głową i zbieram swoje rzeczy. Wysiadamy z samolotu, i od pierwszego wdechu zbierają się łzy w moich oczach. Miałem wrócić razem z Clarą, mieliśmy ogłosić zaręczyny. Tak, miałem w planach poprosić ją o rękę. Ale teraz to wszystko na nic.
Światła reflektorów uderzają w nas gwałtownie. Piski, krzyki i inne dźwięki dobiegające z ust fanów przybyłych na lotnisko. Jedno, czego chcę, to by zamiast ich wszystkich była Clara.
Koniec. Stop. Teraz liczą się oni.
-Dlaczego Clara Nicholson nie wróciła z wami?
-Czy to koniec związku między tobą a blondynką?
-Czy to prawda, że Clara Nicholson została porwana?
-Jaka była twoja reakcja?
-Dlaczego trasa została odwołana?
-Gdzie podziewa się twoja narzeczona?
-Zdradziłeś Nicholson z jej przyjaciółką?
-Kim jest tajemnicza brunetka?
Większość zadawanych pytań przez reporterów była fikcją. Nikt jej nie porwał, a ja nie zdradziłem jej z Jessicą, także trasa nie została odwołana. Potrząsam głową i idę dalej za chłopakami. Mam dość. Z chwilą, gdy wsiadamy do limuzyny jest mi lżej i ciężej naraz. Jestem pewny, że pod domem znajdzie się liczna grupa fanów, ale nasi ochroniarze nas od nich odseparują. Mam taką, kurwa nadzieję. Najchętniej, znalazłbym się teraz obok Clary, przytuliłbym ją do swojego torsu, pozwoliłbym się jej wypłakać, przytuliłbym ją jeszcze mocniej i nigdy nie pozwolił odejść. A jeszcze chętniej, to bym sięgnął po dobre whisky i usiadł przed telewizorem oglądając durny talk show lub mecz. Ta druga opcja jest bardziej możliwa do spełnienia.
-Wreszcie w domu!!- Krzyczy Lou, gdy wchodzimy do domu. Nasze miny rzedną, gdy widzimy jeden wielki burdel w salonie, kuchni i na schodach.
-Co jest do cholery?! -Głos wściekłego Malika przedziera się przez nagłą ciszę. Spoglądam na walizkę stojącą w hallu. Walizka Clary.. Czyli tu była. Ale dlaczego jej nie wzięła ze sobą?
-Harry?- Louis patrzy na mnie ostrzegawczo, gdy otwieram ją.
-Clara. Clara tu była.- Mówię do niego z zaciśniętymi zębami. Z wściekłości wyrzucam wszystkie rzeczy. To wszystko jest Clary.
- I co? Spakowała się, zrobiła syf w domu i uciekła nie biorąc bagażu? Chyba nie sądzisz, że ona zrobiła taki bajzel..- Prycha, lecz po chwili kuca na przeciw mnie. -Wiesz, że niekoniecznie tylko ona mogła być tutaj.
-Co chcesz przez to powiedzieć?
-Clara wparowała do naszej willi. Spakowała ubrania, postawiła walizkę przy drzwiach i najprawdopodobniej zadzwoniła po taxi. Ta, szybko nie nadjeżdżała, więc Clara postanowiła się napić, coś zjeść. Ktoś wszedł do domu, chciał porwać Clarę, ona uciekała wywracając wszystko, lecz w ostateczności cel tego kogoś został osiągnięty.
-W liście było dokładnie napisane, że jedzie do domu. Do swojego domu.
-Pojadę z nim. -Mówi niemrawo Nial. Wstaję i razem z nim wychodzimy tylnym wyjściem. Kierujemy się w stronę domu Clary. Otwieram drzwi zapasowym kluczem, szukam dziewczyny po wszystkich pomieszczeniach. Nic nie jest naruszone, to tak, jakby blondynki w ogóle nie było..
-Nie ma jej tu..


