Witajcie!
Przychodzę
do Was z krótkim opowiadaniem. Mam nadzieję, że przypadnie do gustu.
Ktoś mi doradził, bym publikowała je gdzieś, bo podobno są one dobre xD
(choć w to nie wierzę). Mam ich jeszcze trochę, więc z pewnością je
jakoś dodam.
Co
do kolejnego rozdziału... nie mam zielonego pojęcia kiedy się pojawi.
Myślę też, czy zrobić epilog i zostawić moje dalsze plany, a nieco
skrócić bloga, czy też zrobić drugą część i rozwinąć historię. Baardzo
Was proszę o opinie na ten temat. To bardzo, bardzo bardzo ważne.
Dziękuję z góry za Wasze wsparcie. Niedługo postaram się coś wybazgrać o Harry'm :D
Koniec nudzenia, zapraszam do czytania, komentarze i głosy w ankiecie nadal dozwolone! :P
Miłego dnia
-Proszę za mną.- Krótko włosa kobieta poprowadziła mnie do
jednej z sal, do tej, w której leżała moja księżniczka. Nie do pomyślenia, że
Bóg chciał mi ją odebrać, że chciał mi ją zabrać. Byłem aż tak złym
człowiekiem, że nie zasługuję na Leeiah.?
-Proszę.. proszę mi powiedzieć, co tak naprawdę się z nią
dzieje.? Wiem że był wypadek, ale co poza tym.?!- Wbiłem swój wzrok w
roztrzęsioną pielęgniarkę. Spojrzała na swoje buty po czym znów jej wzrok
utkwił w moich czekoladowych oczach.
-Panie Malik. Już raz Panu mówiłam..-Jej ton , którym
zaczęła mówić lekko wybił mnie z pantałyku.- Leeiah miała wypadek. Jest w
stanie śpiączki. Ma złamane żebra i obrażenia na całym ciele w formie siniaków
i mocnych ran. Podejrzenie jest o uraz mózgu. Prowadzone są badania w celu
uzyskania większej wiedzy, na temat Leeiah. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem Pana
Wallera, Panna Lee wyjdzie ze szpitala po 1, góra dwóch tygodniach. Natomiast,
jeśli plan nie powiedzie się
-Wszystko pójdzie zgodnie z planem. Jak możecie twierdzić,
że coś może się nie powieść.?!- Wykrzyknąłem.
-Informuję tylko Pana o stanie zdrowia. Może Pan wejść, ale
tylko na 10 minut.
-Dobrze. Dziękuję.- Odparłem wchodząc do malutkiej sali.
Czym sobie zasłużyłem na takie traktowanie.? Dlaczego ludzie są tak źle do mnie
nastawieni.? Pokręciłem głową i usiadłem na krześle. Moja malutka. Moja Lee.
Dlaczego Bóg ułożył sobie taki scenariusz akurat na moim życiu.? Dlaczego ja i
Leeiah musimy grać w nim główne role.?
Dlaczego..
Mogłem nie pozwalać jej wyjść. Mogłem ją tam przetrzymać.
Mogła ze mną zostać. Wolałbym, by między nami coś się zmieniło, niż żeby miało
ucierpieć jej zdrowie. Gdyby nie to, znalazłaby innego faceta. Byłaby z nim
szczęśliwsza. Ja na nią nie zasługuję. Na każdym kroku sprawiam jej przykrość..
-Cześć księżniczko. Obudź się już, nudno mi tu bez ciebie,
wiesz.? Siedzę sobie tu przy tobie, i tak sobie myślę.. nie zasługuję na
ciebie. Miałaś rację. Sprawiam ci przykrość. Sobie daję szczęście kosztem
twojego płaczu i cierpienia..- Miałem nadzieję, że to słyszy. No bo.. jaki
idiota gada do pół przytomnej dziewczyny.? Tak.. taki idiota, jak ja. Gdybym
wiedział, że to coś pomoże i wyjdzie z tego jak najprędzej, gadałbym do niej
przez cały dzień i całą noc.
-Pewnie śnisz sobie o lepszym świecie beze mnie. A ja tu
czuwam, może się obudzisz, co.?- Spojrzałem ze łzami w oczach na jej
nieskazitelną, bladą twarz. Pomimo tego, że miała ciemną karnację, teraz była
bladziutka. Jej brązowe włosy okalały twarz i opadały na poduszkę.
-Powinien Pan już wyjść.- Usłyszałem kobiecy głos dochodzący
z drugiego końca pomieszczenia. Obróciłem się i skinąłem głową na znak, że
rozumiem. Wstałem i pocałowałem w skroń Lee.
Wyszedłem wolnym krokiem, aż natknąłem się na kobietę średniego wzrostu
o tak samo brązowych włosach jak Leeiah. Cofnąłem się i uważnie przyjrzałem
-Pani.. Pani Teenharts.- Odchrząknąłem.
-Zayyn.!- Zawyła mama Lee. Oplotła mnie ramionami w silnym
uścisku i załkała. Usiedliśmy na
krzesłach, a Pani Teenharts zwiesiła wzrok.
-To moja wina. Przepraszam. Wiem, co Pani teraz o mnie
myśli.. Nie zasługuję na nią.- Schowałem twarz w dłoniach masując obie skronie.
Nagle mama Lee chwyciła moje dłonie w swoje i przekręciła głowę tak, by nasze
oczy nawiązały ze sobą kontakt wzrokowy.
-Posłuchaj mnie. To nie twoja wina, nigdy bym tak nie
pomyślała. Miałabym mówić tak o osobie, która jest oczkiem w głowie mojej
córki.? Która moją córkę uratowała.? Oj nie. Nigdy tak nie powiem.- Uśmiechnęła
się do mnie lekko i znów zamknęła przestrzeń między nami. Po krótkiej chwili
mogliśmy oboje wejść do sali, w której leżała jej córka. Usiadłem trochę z
tyłu, by jej mama mogła na spokojnie pobyć z nią sama. W mojej głowie roiło się
od naszych wspomnień. Tych mniej ważnych i ważniejszych. Nie pozwolę, by nasza
historia miała właśnie tutaj się zakończyć. W tym szpitalu, w tej sali. Miałem
wrażenie, jakby poprzez moją podświadomość Leeiah próbuje mi powiedzieć, że już
nie da rady. Przeprasza mnie. Bardzo często miałem takie sny: Siedziałem na
korytarzu, a z jej Sali wyszła ona. W białym ubraniu, podeszła do mnie i ujęła
moje obie ręce w swoje. Mówiła, że odchodzi, że przeprasza.. próbowałem coś
powiedzieć, ale po prostu znikała mówiąc „kocham cię”. Wtedy budziłem się, a z moich oczu wylewał się
potok łez, którego nijak nie dało się zatrzymać. Na samą myśl o tym ,że ona może się już nie
wybudzić, że jej ciało może odmówić wszystkiego, co zechcą zrobić lekarze-
napływały mi łzy do oczu. Bałem się. Pierwszy raz w życiu się przeraźliwie
bałem.
Po godzinie Pani Beth opuściła swoją córkę. Ja cały czas
siedziałem na krześle. Myślałem, by zasnąć na chwilę, ale co by było, gdyby
obudziła się, a ja bym tak smacznie spał.? Albo gdyby ominęła mnie..NIE.
Wiadomość. NIE. Że ona.. Nie NIE NIE nie potrafię tego nawet wymówić, pomyśleć o tym. Cieszyło mnie to, że chłopaki z
zespołu okazywali mi taką wyrozumiałość. Nie chodziłem na wywiady itp. Oni to
rozumieli, sami przychodzili często. Fani nawet przychodzili. Ale nie po to, by
krzyczeć i piszczeć na mój widok, ale żeby mnie wesprzeć lub dać coś śpiącej
Lee. To było wspaniałe. Mała, biała sala była przyozdobiona wszelkimi
obrazkami, misiami i różnymi rzeczami.
-Leeiah musisz się obudzić. Proszę. Wiesz, że znowu mama u
ciebie była.? Rozmawiałem z nią wcześniej. Ona także cię potrzebuje. Rozejrzyj się.
Ile masz prezentów. My wszyscy cię potrzebujemy…Lee kocham cię.- Jakby na
życzenie jej ręka drgnęła, a wraz z nią- moja.
-Zaza..-Szepnęła słabo i podniosła się na łokciach, ale moje
ręce szybko przytrzymały jej ciało przy łóżku.
-Wreszcie się obudziłaś.!- Zawołałem. Uśmiechnęła się do
mnie, a na mojej twarzy także pojawił się uśmiech.
-Tęskniłem za tobą.- Ucałowałem ją w nosek i wybiegłem przed
salę by zawiadomić lekarza. Po krótkiej chwili grupka lekarzy i pielęgniarek
stała wokół mojej Leeiah. Ja stanąłem na drugim końcu łóżka, w nogach.
Patrzyłem na nią i ciągle się uśmiechałem.
-Nie pozwól mi odejść.. Kocham cię..-Prawie niezauważalnie
szepnęła i zamknęła oczy. Wiedziałem, o co chodzi.. Nigdy już nie zobaczę jej
brązowych tęczówek przepełnionych ciepłem. Dwie pielęgniarki chwyciły mnie i
siłą wyprowadziły z Sali. Wcisnęły mi wręcz do ust dużą białą tabletkę.
Momentalnie opadłem na krzesło i tępo patrzyłem się w przestrzeń.
-„Nie pozwól mi odejść”. Pozwoliłem jej. Pozwoliłem jej na
to, by mnie zostawiła. To moja wina.!- Wydarłem się, gdy staliśmy wraz z panią Teenharts przy nagrobku. Słuchaliśmy przemowy księdza, ale ja byłem gdzieś
daleko stąd. Razem z Lee. Szczęśliwi oboje i zdrowi. Nie tu..
-To nie twoja wina. Widocznie Bóg potrzebował jej tam. Na
górze. Ona nie chciałaby z pewnością, byś był przez nią smutny.- Załkała w
chusteczkę jej mama, a ja objąłem ją ramieniem. Na pogrzebie byli wszyscy.
Chłopacy z zespołu. Trochę znajomych. Nawet moja mama z ojczymem byli.
Teraz już nigdy nie zobaczę jej brązowych tęczówek
przepełnionych ciepłem. Już nigdy..
„Zszedł na dół starając się nie patrzeć na nią zbyt długo,
jak nie patrzy się na słońce, ale nawet nie patrząc na nią, widział ją jak
widzi się słońce.” Ona będzie w mojej głowie. W moim sercu. W moich myślach.
Ale nie w moim życiu..
Pisz dalej o harry'm. I nie skracaj bl0ga tylko pisz kolejne czesci.
OdpowiedzUsuńA no jak najszybciej napisz kolejny rozdzial bo chce wiedziec co tam tak naserio sie stanie :-)