poniedziałek, 28 lipca 2014

One shot nr.1!

Witajcie!
Przychodzę do Was z krótkim opowiadaniem. Mam nadzieję, że przypadnie do gustu. Ktoś mi doradził, bym publikowała je gdzieś, bo podobno są one dobre xD (choć w to nie wierzę). Mam ich jeszcze trochę, więc z pewnością je jakoś dodam.
Co do kolejnego rozdziału... nie mam zielonego pojęcia kiedy się pojawi.  Myślę też, czy zrobić epilog i zostawić moje dalsze plany, a nieco skrócić bloga, czy też zrobić drugą część i rozwinąć historię. Baardzo Was proszę o opinie na ten temat. To bardzo, bardzo bardzo ważne. 
Dziękuję z góry za Wasze wsparcie. Niedługo postaram się coś wybazgrać o Harry'm :D 
Koniec nudzenia, zapraszam do czytania, komentarze i głosy w ankiecie nadal dozwolone! :P 
Miłego dnia



-Proszę za mną.- Krótko włosa kobieta poprowadziła mnie do jednej z sal, do tej, w której leżała moja księżniczka. Nie do pomyślenia, że Bóg chciał mi ją odebrać, że chciał mi ją zabrać. Byłem aż tak złym człowiekiem, że nie zasługuję na Leeiah.?
-Proszę.. proszę mi powiedzieć, co tak naprawdę się z nią dzieje.? Wiem że był wypadek, ale co poza tym.?!- Wbiłem swój wzrok w roztrzęsioną pielęgniarkę. Spojrzała na swoje buty po czym znów jej wzrok utkwił w moich czekoladowych oczach.
-Panie Malik. Już raz Panu mówiłam..-Jej ton , którym zaczęła mówić lekko wybił mnie z pantałyku.- Leeiah miała wypadek. Jest w stanie śpiączki. Ma złamane żebra i obrażenia na całym ciele w formie siniaków i mocnych ran. Podejrzenie jest o uraz mózgu. Prowadzone są badania w celu uzyskania większej wiedzy, na temat Leeiah.  Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem Pana Wallera, Panna Lee wyjdzie ze szpitala po 1, góra dwóch tygodniach. Natomiast, jeśli plan nie powiedzie się
-Wszystko pójdzie zgodnie z planem. Jak możecie twierdzić, że coś może się nie powieść.?!- Wykrzyknąłem.
-Informuję tylko Pana o stanie zdrowia. Może Pan wejść, ale tylko na 10 minut.
-Dobrze. Dziękuję.- Odparłem wchodząc do malutkiej sali. Czym sobie zasłużyłem na takie traktowanie.? Dlaczego ludzie są tak źle do mnie nastawieni.? Pokręciłem głową i usiadłem na krześle. Moja malutka. Moja Lee. Dlaczego Bóg ułożył sobie taki scenariusz akurat na moim życiu.? Dlaczego ja i Leeiah musimy grać w nim główne role.?
Dlaczego..
Mogłem nie pozwalać jej wyjść. Mogłem ją tam przetrzymać. Mogła ze mną zostać. Wolałbym, by między nami coś się zmieniło, niż żeby miało ucierpieć jej zdrowie. Gdyby nie to, znalazłaby innego faceta. Byłaby z nim szczęśliwsza. Ja na nią nie zasługuję. Na każdym kroku sprawiam jej przykrość..
-Cześć księżniczko. Obudź się już, nudno mi tu bez ciebie, wiesz.? Siedzę sobie tu przy tobie, i tak sobie myślę.. nie zasługuję na ciebie. Miałaś rację. Sprawiam ci przykrość. Sobie daję szczęście kosztem twojego płaczu i cierpienia..- Miałem nadzieję, że to słyszy. No bo.. jaki idiota gada do pół przytomnej dziewczyny.? Tak.. taki idiota, jak ja. Gdybym wiedział, że to coś pomoże i wyjdzie z tego jak najprędzej, gadałbym do niej przez cały dzień i całą noc.
-Pewnie śnisz sobie o lepszym świecie beze mnie. A ja tu czuwam, może się obudzisz, co.?- Spojrzałem ze łzami w oczach na jej nieskazitelną, bladą twarz. Pomimo tego, że miała ciemną karnację, teraz była bladziutka. Jej brązowe włosy okalały twarz i opadały na poduszkę.
-Powinien Pan już wyjść.- Usłyszałem kobiecy głos dochodzący z drugiego końca pomieszczenia. Obróciłem się i skinąłem głową na znak, że rozumiem. Wstałem i pocałowałem w skroń Lee.  Wyszedłem wolnym krokiem, aż natknąłem się na kobietę średniego wzrostu o tak samo brązowych włosach jak Leeiah. Cofnąłem się i uważnie przyjrzałem
-Pani.. Pani Teenharts.- Odchrząknąłem.
-Zayyn.!- Zawyła mama Lee. Oplotła mnie ramionami w silnym uścisku  i załkała. Usiedliśmy na krzesłach, a Pani Teenharts zwiesiła wzrok.
-To moja wina. Przepraszam. Wiem, co Pani teraz o mnie myśli.. Nie zasługuję na nią.- Schowałem twarz w dłoniach masując obie skronie. Nagle mama Lee chwyciła moje dłonie w swoje i przekręciła głowę tak, by nasze oczy nawiązały ze sobą kontakt wzrokowy.
-Posłuchaj mnie. To nie twoja wina, nigdy bym tak nie pomyślała. Miałabym mówić tak o osobie, która jest oczkiem w głowie mojej córki.? Która moją córkę uratowała.? Oj nie. Nigdy tak nie powiem.- Uśmiechnęła się do mnie lekko i znów zamknęła przestrzeń między nami. Po krótkiej chwili mogliśmy oboje wejść do sali, w której leżała jej córka. Usiadłem trochę z tyłu, by jej mama mogła na spokojnie pobyć z nią sama. W mojej głowie roiło się od naszych wspomnień. Tych mniej ważnych i ważniejszych. Nie pozwolę, by nasza historia miała właśnie tutaj się zakończyć. W tym szpitalu, w tej sali. Miałem wrażenie, jakby poprzez moją podświadomość Leeiah próbuje mi powiedzieć, że już nie da rady. Przeprasza mnie. Bardzo często miałem takie sny: Siedziałem na korytarzu, a z jej Sali wyszła ona. W białym ubraniu, podeszła do mnie i ujęła moje obie ręce w swoje. Mówiła, że odchodzi, że przeprasza.. próbowałem coś powiedzieć, ale po prostu znikała mówiąc „kocham cię”.  Wtedy budziłem się, a z moich oczu wylewał się potok łez, którego nijak nie dało się zatrzymać.  Na samą myśl o tym ,że ona może się już nie wybudzić, że jej ciało może odmówić wszystkiego, co zechcą zrobić lekarze- napływały mi łzy do oczu. Bałem się. Pierwszy raz w życiu się przeraźliwie bałem.
Po godzinie Pani Beth opuściła swoją córkę. Ja cały czas siedziałem na krześle. Myślałem, by zasnąć na chwilę, ale co by było, gdyby obudziła się, a ja bym tak smacznie spał.? Albo gdyby ominęła mnie..NIE. Wiadomość. NIE. Że ona.. Nie NIE NIE nie potrafię tego nawet wymówić, pomyśleć  o tym. Cieszyło mnie to, że chłopaki z zespołu okazywali mi taką wyrozumiałość. Nie chodziłem na wywiady itp. Oni to rozumieli, sami przychodzili często. Fani nawet przychodzili. Ale nie po to, by krzyczeć i piszczeć na mój widok, ale żeby mnie wesprzeć lub dać coś śpiącej Lee. To było wspaniałe. Mała, biała sala była przyozdobiona wszelkimi obrazkami, misiami i różnymi rzeczami.
-Leeiah musisz się obudzić. Proszę. Wiesz, że znowu mama u ciebie była.? Rozmawiałem z nią wcześniej. Ona także cię potrzebuje. Rozejrzyj się. Ile masz prezentów. My wszyscy cię potrzebujemy…Lee kocham cię.- Jakby na życzenie jej ręka drgnęła, a wraz z nią- moja.
-Zaza..-Szepnęła słabo i podniosła się na łokciach, ale moje ręce szybko przytrzymały jej ciało przy łóżku.
-Wreszcie się obudziłaś.!- Zawołałem. Uśmiechnęła się do mnie, a na mojej twarzy także pojawił się uśmiech.
-Tęskniłem za tobą.- Ucałowałem ją w nosek i wybiegłem przed salę by zawiadomić lekarza. Po krótkiej chwili grupka lekarzy i pielęgniarek stała wokół mojej Leeiah. Ja stanąłem na drugim końcu łóżka, w nogach. Patrzyłem na nią i ciągle się uśmiechałem.
-Nie pozwól mi odejść.. Kocham cię..-Prawie niezauważalnie szepnęła i zamknęła oczy. Wiedziałem, o co chodzi.. Nigdy już nie zobaczę jej brązowych tęczówek przepełnionych ciepłem. Dwie pielęgniarki chwyciły mnie i siłą wyprowadziły z Sali. Wcisnęły mi wręcz do ust dużą białą tabletkę. Momentalnie opadłem na krzesło i tępo patrzyłem się w przestrzeń.

-„Nie pozwól mi odejść”. Pozwoliłem jej. Pozwoliłem jej na to, by mnie zostawiła. To moja wina.!- Wydarłem się, gdy staliśmy wraz z panią Teenharts przy nagrobku. Słuchaliśmy przemowy księdza, ale ja byłem gdzieś daleko stąd. Razem z Lee. Szczęśliwi oboje i zdrowi. Nie tu..
-To nie twoja wina. Widocznie Bóg potrzebował jej tam. Na górze. Ona nie chciałaby z pewnością, byś był przez nią smutny.- Załkała w chusteczkę jej mama, a ja objąłem ją ramieniem. Na pogrzebie byli wszyscy. Chłopacy z zespołu. Trochę znajomych. Nawet moja mama z ojczymem byli.
Teraz już nigdy nie zobaczę jej brązowych tęczówek przepełnionych ciepłem. Już nigdy..
„Zszedł na dół starając się nie patrzeć na nią zbyt długo, jak nie patrzy się na słońce, ale nawet nie patrząc na nią, widział ją jak widzi się słońce.” Ona będzie w mojej głowie. W moim sercu. W moich myślach. Ale nie w moim życiu..


1 komentarz:

  1. Pisz dalej o harry'm. I nie skracaj bl0ga tylko pisz kolejne czesci.
    A no jak najszybciej napisz kolejny rozdzial bo chce wiedziec co tam tak naserio sie stanie :-)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie komentarz c: