środa, 30 lipca 2014

Rozdział 27

 Hej hej
Wielkie sorry za krótki rozdzialik, starałam się dodać szybko, jak tylko mogłam. Ale jednak trudno mi było go pisać. Jeśli lubicie ckliwe momenty, romantyczne chwile i tym podobne, to szykujcie się, bo dużo tego będzie xD Myśleliście o ciąży Clary? Aahahah, nie tak szybko kochani. Jeszcze się trochę podzieje, zanim dowiemy się, czo z tą Nicholson jest :D A ślub? Jak myślicie? Dobry pomysł? Co powinien zrobić Harry?
Trochę mi przykro, że tak lekceważycie te komentarze. Naprawdę :/ może to się wydawać głupie, bo piszę dla siebie, ale.. serio, to pomaga i dzięki temu wiem, czy warto. Zdecydowałam( mimo że był jeden komentarz dotyczący tego xd), że będzie druga część Diamond. Myślę, że nie będę zakładać nowego bloga z drugą częścią, choć to także jest dobry pomysł. Zapraszam do czytania, KOMENTOWANIA xd(niee nic)  i czekajcie na następny! 
Luv ya 

*Harry*
Naprawdę, śmieszy mnie ta cała sytuacja z Ellen. To tylko znajoma, niepotrzebna była interwencja Clary. Choć, dobrze wiem, że kelnerka na mnie leci, to nie posunąłbym się na dalej, niż zwykła rozmowa.
Gdy wychodzimy z budynku blondynka kieruje złowrogie spojrzenie do czarnowłosej Ellen, która rozmawia z klientem. Ta się tylko uśmiecha ironicznie. Wsiadamy do limuzyny, a ja kieruję kierowcę na Bundy Drive.*
-Harry? Nie jedziemy do hotelu?- Słyszę przerażony głos Nicholson. 
-Nie, nie jedziemy. Postanowiłem, że przejedziemy się do jednego uroczego miejsca..- Mówię ze spokojem kładąc dłoń na jej udzie.
-Którym jest..?
-Tego nie mogę ci powiedzieć..- Mruczę w jej szyję.- Ale jestem pewien, że ci się spodoba.- Dodaję i całuję jej obojczyk.  Przez resztę drogi nie odzywamy się do siebie, wzrok Clary umieszczony jest gdzieś za oknem, za to mój w wyświetlaczu telefonu. Na sam widok odebranej wiadomości uśmiechnąłem się szeroko. 
-Wiadomość od Mandy?- Słyszę pytanie Clary, która opiera się łokciem o bok samochodu. 
-Nie, to coś zdecydowanie lepszego. 
-Oh.. porno od Mandy? Kuszące..- Mówi sarkastycznie. Krew zaczyna buzować w moich żyłach gdy to słyszę. Ona dobrze wie, że bym jej tego nie zrobił. Dobrze, chce, więc będzie mieć. Zabawę czas zacząć.
-A wiesz.. to nie taki głupi pomysł. Muszę ją kiedyś o to poprosić.- Mówię uśmiechając się do dziewczyny. Widzę jej poirytowanie, więc ciągnę dalej.- Napisała do mnie, że chce się ze mną spotkać wraz z Ellen. Takie spotkanie towarzyskie.- Mówię śmiejąc się.
-Dobry pomysł. W sumie możesz jutro iść. Mam plany.- Nie załapuje..
-Ale wiesz.. spotkaliśmy się już dzisiaj, więc to bez sensu.
-Jak to dzisiaj?!- Prawie krzyczy zabijając mnie wzrokiem. Znowu się śmieję i składam całusa na jej policzku.
-Pieprz się Styles.- Dostaję środkowy palec w moją stronę i obrażoną minkę mojej księżniczki.
Pozostało nam około 10 minut, które i tak spędzamy w ciszy. Mam tego dość. Zasuwam oddzielającą mnie dźwiękoszczelną szybkę od kierowcy i dwoma palcami obracam brodę blondynki w moją stronę.
-Czego chcesz męska dziwko?- Pyta uśmiechając się.
-Nie baw się tak ze mną.- Mówię zdenerwowany marszcząc brwi.
-A jak będę, to co?- Przekrzywia głowę i wlepia we mnie te przeraźliwie urocze niebieskie oczka.
-To będzie bardzo, bardzo źle.- Mówię całując jej szyję powoli kierując się do złączenia szczęki z szyją. -Bardzo.
Całus.
-Bardzo.
Całus.
-Bardzo źle..- Kończę całując ją w usta. Kładę obie dłonie na jej talii, a jej ręce suną po moim karku i zmierzają na tors.
-Jesteśmy Panie Styles.- Słyszymy gruby głos kierowcy.
Chrząkam nerwowo zanim coś powiem, po czym poprawiam klapy marynarki.-Dobrze Andrew. Dziękuję.
Clara śmieje się cicho i bierze moją dłoń, którą wystawiam w jej kierunku. Wysiadamy z auta i podchodzimy bliżej zbocza.
-Chcesz mnie stąd zrzucić?- Pyta blondynka.
-Niee, wiesz, jeszcze nie.- Śmieję się.- Od razu myślisz, że bym chciał cię stąd zepchnąć? Nawet nie zobaczyłaś tego widoku.- Kładę głowę na jej ramieniu i obejmuję w talii. Przyglądamy się panoramie przed nami, a ja odpływam myślami parę lat dalej.
Tworzymy kochającą się rodzinę z Clarą. Nosi moje nazwisko, z resztą, jak nasze dzieci.  Słodka córeczka z urodą oczywiście po mamie, przystojny synek z moimi cechami.. i duży pies.. 
Cóż.. to moje plany na przyszłość.
-Heeej. Ziemia do Harry'ego.- Clara macha przede mną dłonią.
-Hm?
-Pytałam, co zamierzasz robić dalej.
-Nie możemy tak po prostu tu zostać?
-Obawiam się, że nie.- Mówi śmiejąc się.
-Chodźmy, chłodniej już.- Mówię skradając całusa na jej nosku. Faktycznie, patrząc na ubiór Clary, lepiej ją stąd zabrać. Zdejmuję marynarkę i narzucam na jej ramiona.
-A tak w ogóle, to okazało się, że wracamy pojutrze. Nie mamy koncertu. - Pokazuję jej  wiadomość od Lou.
Jej mina wyraża nie tyle co zdziwienie, ale także zakłopotanie. Dobrze wiem, że to tego sms'a pomyliła z "wiadomością od Mandy". Boże.. nawet bym jej nie tknął. Choć, okej, przyznaję się bez bicia, że na imprezie się do mnie kleiła.. Ale hej! To ona pierwsza zaczęła.. Wychodzimy z auta, zaprowadzam blondynkę do jej pokoju, a po chwili jestem wśród czterech przyjaciół.
Stwierdzili, że "chcą pogadać w męskim stylu".. pełno pytań, brak czasu na odpowiedź, piwo i coś dennego w telewizji. Dziewczyny tak samo wpadły na ten pomysł, by zaciągnąć Clarę na rozmowę.
-Do jutra piękna.- Złączamy nasze usta i wchodzę do chłopaków.
*Clara*
-Jak było?! No mów szybko, jak było??- Pierwsze krzyki dochodzą mnie od strony zdesperowanej Perrie, która usiłuje wyciągnąć ze mnie wszystkie szczegóły. Uśmiecham się do dziewczyn porozumiewawczo i odkładam torebkę na stolik. 
-Było.. ekstra!- Krzyczę śmiejąc się. 
-To świetnie..- Uśmiechasię Jessica. Jestem nieco zdziwiona jej postawą. Jess jest..inna. Nie mam pojęcia, jak to się wszystko stało, czemu nigdy wcześniej tego nie zauważyłam. Mogę się jedynie domyślać..
Wszystkie siadamy na łóżku, a wzrok ubu tych dziewczyn spoczywają na mnie. 
-Nooo, opowiadaj.! Ze szczegółami!!- Piszczy Pezz. 
-Zabrał mnie do Magnefic**- Zaczynam. Oczy blondynki powiększają się diametralnie.- Zjedliśmy pyszną kolację. Ale.. pamiętasz, przed moim wyjazdem.. tego chłopaka, co podszedł do mnie, gdy byłyśmy na zakupach?- Kiwa głową.
-Peter..- Szepcze .Potwierdzam pojedynczym kiwnięciem głowy.
-Przedstawił się w restauracji, jako nasz kelner. Przypatrywał mi się i kręcił się wokół nas przez cały posiłek.
-No wiesz.. to jego praca.
-Nie Perrie.! Właśnie, że nie! Mieszkał w Londynie. Od niego brałam dragi.. Jestem pewna, że on coś kręci.. Jestem po prostu tego pewna..- Załamuję głos i chowam głowę w dłonie. Co, jeśli przyleciał tu za mną? Coś ode mnie chce? Skąd wiedział o tym, że będziemy w tej akurat restauracji? Może, jak mówi Perrie to zwykły przypadek? Nie sądzę.. wszędzie bym poznała jego parszywy uśmiech, jak wtedy, gdy odchodził w centrum handlowym.
-Damy sobie radę. Harry na pewno z ciebie oka nie spuści.- Zapewnia mnie dziewczyna. -Co było dalej? Gdzie cię zabrał??
-Noo... wylądowaliśmy na takim fajnym zboczu na Bundy Drive. Pogadaliśmy i.. jestem.- Uśmiecham się i roztrzepuję ułożone włosy. Przez cały czas czułam się niewygodnie z taką fryzurą. Wolę jednak pozostawiać je rozpuszczone, spięte w luźnego koka lub kucyka.
-Sorry dziewczyny, jestem wymęczona. Jutro idziemy na plażę z chłopakami, yaay!- Śmieję się wyciągając ręce w górę. Jessica kiwa tylko głową i wchodzi do swojej sypialni, w te same ślady idzie także Edwards. Opadam na miękką pościel i zatapiam się w przyjemnym zapachu.
*Harry*
-Ej, tylko kolacja i to ckliwe coś na  Bundy Drive?- Parsknął Louis. 
-A co jeszcze miało być?- Pytam z niedowierzaniem.
-Noo, nie wiem, ale sądzę, że chciała czegoś więcej.- Śmieje się.
-Dobrze wiem, do czego zmierzasz i, uwierz mi, że chodziło nam tylko o mile spędzony wspólnie czas. Zwykła kolacja i tyle. - Wzruszam ramionami i chwytam kolejną butelkę piwa. 
-A tak w ogóle, to myślicie o czymś?- Pyta Liam.
-To znaczy?
-Oj dobrze wiesz, o czym on mówiii.- Szczerzy się Malik strzelając gola w grze wideo. 
-No, o poważniejszym związaniu? Czy to jest kolejna zabaweczka Styles'a na parę miesięcy?
-Niee no błagam was.. Na razie nie myślimy o takich rzeczach, znaczy..ona nie myśli..- Czuję, jak robię się czerwony. 
-Czyyyli, że?
-No co, że?! Kurwa, tak bardzo chciałbym poprosić ją o rękę, ale stary.. ona kończy osiemnastkę niedługo. Sądzę, że się nie zgodzi. A wtedy nasz związek będzie nieco zarwany. Czego nie chcę. - Tłumaczę się upijając łyk alkoholu. Wiem, że Clara może się nieco przestraszyć mojej propozycji, ale naprawdę, naprawdę. Nikogo wcześniej nie traktowałem tak, jak ją. Chcę, by była ze mną szczęśliwa.. Wstaję i idę w stronę pokoju Clary. Pewnie jeszcze gadają, ale gdy staję naprzeciwko drzwi, nastaje głucha cisza.. Pukam delikatnie w drewnianą płytę, raz, drugi, trzeci. Nic. Po cichu wchodzę do pomieszczenia, a moim oczom ukazuje się śpiąca blondynka okryta jasną pościelą. Wygląda tak uroczo... Nie mam zamiaru jej budzić, więc podchodzę i składam pocałunek na jej czole i zgarniam blond kosmyki do tyłu. Taka piękna.. Tylko moja.. Wracam z powrotem do chłopaków. Żaden nie wspomina o wcześniejszym temacie rozmowy. Do czasu..
-Harry?
-Nie, nie ma więcej piw.- Odpowiadam oschle do Niall'a.
-Aa to spoko.. Znaczy, nie o to mi chodziło. Jak mocno denerwujesz się spytać ją o małżeństwo?
-Bardzo..- Mruczę obracając w ręku butelkę. 
-Masz.- Wciska mi w dłoń zwitek papieru i wychodzi z pokoju. Rozwijam małą karteczkę i czytam, co jest na niej napisane.
 Nr.kontaktowy:020-4834-1215
Dr. psycholog Irene Voldris 
 Adres:  Avenue43 street/Island Terry
Czy właśnie Niall dał mi adres i numer telefonu do psychologa? Czy to nie jest czasem nasza psycholog od zespołu? Adres się w sumie zgadza, tylko numer jakiś inny.. Zastanawia mnie jeszcze to, jakim cudem miała by ona mi pomóc? Nie potrzebuję jej, by pomogła mi zdecydować co z tym zrobić. Wolę pogadać z kimś, kto faktycznie mnie zna. Wrzucam kulkę z karteczki do śmieci i kładę się na plecach na łóżku. Jeśli nie zacznę myśleć o tym, Clara może stwierdzić, że jest kolejną zabawką na jakiś czas, jak to powiedział Liam. Ale z drugiej strony, jeśli spytam ją o to, a ona mi odmówi, czy coś.. Może być między nami gorzej. I tego się boję. Boję się odrzucenia, dlatego z nikim nie wiązałem się na tyle poważnie, by móc o nim myśleć. A teraz.. to wszystko wydaje się być inne. Nie dla mnie.
*Bundy Drive-Jedna z ulic LA
**Magnefic -restauracja, w której byli Clara i Harry.

poniedziałek, 28 lipca 2014

One shot nr.2! Tyt.Upadły Anioł



Mówili, że jesteśmy różni. To prawda. Ale czy nie to czyniło nas wyjątkowymi?
Anioły.. Tak. Te prawdziwe. Nie takie, które znacie z bajek lub filmów fantasy.
Nas, uskrzydlonych jest coraz mniej. Żyjemy w jednym miejscu, przylądku White Eutile.
Jest coś, co różni nas od innych ludzi. Nie tylko to, że jesteśmy istotami niebieskimi.
Mamy te same geny, kolor włosów i oczu. I.. jeszcze coś. Możemy się zakochać tylko w osobie, która żyje na przylądku. Kiedyś po spotkaniu z wyższością, mama tłumaczyła mi, że mam nie wracać, jeśli mój wybranek będzie inny. Mówiąc to, miała na myśli inny niż my wszyscy. Tak samo mówiła wyższość.
-Pamiętajcie! Różnice podzielą nas. Nie będziemy już jednością, staniemy się inni. A wszystko to doprowadzi do końca.- To była jedna z zasad, które trzeba było przestrzegać.
Gdy miałam 19 lat mój sektor mógł wyruszyć w pierwszą podróż po świecie.
Żyjemy w sektorach, a po 18 roku życia przenosimy się do 2 poziomu. Później jest 3 poziom, czyli wiek sędziwy. Stamtąd droga prosta do czarnej strefy. Wracając do podróży. Mieliśmy wybrać jedną osobę, której będziemy chcieli pomóc.
Od razu pewien chłopak przykuł moją uwagę. Mniej więcej w moim wieku. Spacerując po mieście zauważyłam  go. Był wśród swoich znajomych. Wszyscy byli radośni i pełni energii. On był.. inny. Rude kosmyki włosów opadały na czoło. A szare oczy błądziły po wszystkich twarzach. Nie wiedziałam, czego lub kogo szukał. Myślę, że kogoś, kto mu pomoże. Smutny wyraz twarzy poruszył moje serce.
I już wiedziałam.
To jemu chciałam pomóc.
Spędziliśmy 4 miesiące. Codziennie się spotykaliśmy, a nasza przyjaźń rozwijała się z dnia na dzień.
-Ann.. dlaczego?- Spytał któregoś dnia, gdy chodziliśmy krętymi ścieżkami parku.
-Dlaczego, co?- Odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-No… dlaczego jesteś dla mnie taka dobra. Szczerze mówiąc odmieniłaś moje życie, Annabel.- uśmiechnął się, co sprawiło, że stał się jeszcze bardziej uroczy, a w moim brzuchu narodziło się stado motyli.
I miałam rację, pomogłam mu.
W tych miedzianych włosach, szarych oczach, wspaniałym uśmiechu i….. w tej niewłaściwej osobie się zakochałam.
W tym samym czasie zrozumiałam, że zakochałam się w czymś, czego zakazywano mi od lat. Przypomniałam słowa mamy: Nie wracaj, jeśli różnice wezmą nad tobą górę.
I nie wróciłam..
Wolałam wybrać życie u boku rudowłosego Tony’ego.
2 miesiące po tym zdarzeniu sektor miał wrócić na White Eutile. Ja zostałam.
Jakiś czas później opowiedziałam moją historie Tony’emu. Odszedł uznając mnie za wariatkę. Zostałam sama. Tu, na ziemi. Bez możliwości powrotu na przylądek.
 Zostałam sama.
Jako upadły anioł.
Mama, jak i wyższość mieli rację.
Różnice doprowadzają do końca.

One shot nr.1!

Witajcie!
Przychodzę do Was z krótkim opowiadaniem. Mam nadzieję, że przypadnie do gustu. Ktoś mi doradził, bym publikowała je gdzieś, bo podobno są one dobre xD (choć w to nie wierzę). Mam ich jeszcze trochę, więc z pewnością je jakoś dodam.
Co do kolejnego rozdziału... nie mam zielonego pojęcia kiedy się pojawi.  Myślę też, czy zrobić epilog i zostawić moje dalsze plany, a nieco skrócić bloga, czy też zrobić drugą część i rozwinąć historię. Baardzo Was proszę o opinie na ten temat. To bardzo, bardzo bardzo ważne. 
Dziękuję z góry za Wasze wsparcie. Niedługo postaram się coś wybazgrać o Harry'm :D 
Koniec nudzenia, zapraszam do czytania, komentarze i głosy w ankiecie nadal dozwolone! :P 
Miłego dnia



-Proszę za mną.- Krótko włosa kobieta poprowadziła mnie do jednej z sal, do tej, w której leżała moja księżniczka. Nie do pomyślenia, że Bóg chciał mi ją odebrać, że chciał mi ją zabrać. Byłem aż tak złym człowiekiem, że nie zasługuję na Leeiah.?
-Proszę.. proszę mi powiedzieć, co tak naprawdę się z nią dzieje.? Wiem że był wypadek, ale co poza tym.?!- Wbiłem swój wzrok w roztrzęsioną pielęgniarkę. Spojrzała na swoje buty po czym znów jej wzrok utkwił w moich czekoladowych oczach.
-Panie Malik. Już raz Panu mówiłam..-Jej ton , którym zaczęła mówić lekko wybił mnie z pantałyku.- Leeiah miała wypadek. Jest w stanie śpiączki. Ma złamane żebra i obrażenia na całym ciele w formie siniaków i mocnych ran. Podejrzenie jest o uraz mózgu. Prowadzone są badania w celu uzyskania większej wiedzy, na temat Leeiah.  Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem Pana Wallera, Panna Lee wyjdzie ze szpitala po 1, góra dwóch tygodniach. Natomiast, jeśli plan nie powiedzie się
-Wszystko pójdzie zgodnie z planem. Jak możecie twierdzić, że coś może się nie powieść.?!- Wykrzyknąłem.
-Informuję tylko Pana o stanie zdrowia. Może Pan wejść, ale tylko na 10 minut.
-Dobrze. Dziękuję.- Odparłem wchodząc do malutkiej sali. Czym sobie zasłużyłem na takie traktowanie.? Dlaczego ludzie są tak źle do mnie nastawieni.? Pokręciłem głową i usiadłem na krześle. Moja malutka. Moja Lee. Dlaczego Bóg ułożył sobie taki scenariusz akurat na moim życiu.? Dlaczego ja i Leeiah musimy grać w nim główne role.?
Dlaczego..
Mogłem nie pozwalać jej wyjść. Mogłem ją tam przetrzymać. Mogła ze mną zostać. Wolałbym, by między nami coś się zmieniło, niż żeby miało ucierpieć jej zdrowie. Gdyby nie to, znalazłaby innego faceta. Byłaby z nim szczęśliwsza. Ja na nią nie zasługuję. Na każdym kroku sprawiam jej przykrość..
-Cześć księżniczko. Obudź się już, nudno mi tu bez ciebie, wiesz.? Siedzę sobie tu przy tobie, i tak sobie myślę.. nie zasługuję na ciebie. Miałaś rację. Sprawiam ci przykrość. Sobie daję szczęście kosztem twojego płaczu i cierpienia..- Miałem nadzieję, że to słyszy. No bo.. jaki idiota gada do pół przytomnej dziewczyny.? Tak.. taki idiota, jak ja. Gdybym wiedział, że to coś pomoże i wyjdzie z tego jak najprędzej, gadałbym do niej przez cały dzień i całą noc.
-Pewnie śnisz sobie o lepszym świecie beze mnie. A ja tu czuwam, może się obudzisz, co.?- Spojrzałem ze łzami w oczach na jej nieskazitelną, bladą twarz. Pomimo tego, że miała ciemną karnację, teraz była bladziutka. Jej brązowe włosy okalały twarz i opadały na poduszkę.
-Powinien Pan już wyjść.- Usłyszałem kobiecy głos dochodzący z drugiego końca pomieszczenia. Obróciłem się i skinąłem głową na znak, że rozumiem. Wstałem i pocałowałem w skroń Lee.  Wyszedłem wolnym krokiem, aż natknąłem się na kobietę średniego wzrostu o tak samo brązowych włosach jak Leeiah. Cofnąłem się i uważnie przyjrzałem
-Pani.. Pani Teenharts.- Odchrząknąłem.
-Zayyn.!- Zawyła mama Lee. Oplotła mnie ramionami w silnym uścisku  i załkała. Usiedliśmy na krzesłach, a Pani Teenharts zwiesiła wzrok.
-To moja wina. Przepraszam. Wiem, co Pani teraz o mnie myśli.. Nie zasługuję na nią.- Schowałem twarz w dłoniach masując obie skronie. Nagle mama Lee chwyciła moje dłonie w swoje i przekręciła głowę tak, by nasze oczy nawiązały ze sobą kontakt wzrokowy.
-Posłuchaj mnie. To nie twoja wina, nigdy bym tak nie pomyślała. Miałabym mówić tak o osobie, która jest oczkiem w głowie mojej córki.? Która moją córkę uratowała.? Oj nie. Nigdy tak nie powiem.- Uśmiechnęła się do mnie lekko i znów zamknęła przestrzeń między nami. Po krótkiej chwili mogliśmy oboje wejść do sali, w której leżała jej córka. Usiadłem trochę z tyłu, by jej mama mogła na spokojnie pobyć z nią sama. W mojej głowie roiło się od naszych wspomnień. Tych mniej ważnych i ważniejszych. Nie pozwolę, by nasza historia miała właśnie tutaj się zakończyć. W tym szpitalu, w tej sali. Miałem wrażenie, jakby poprzez moją podświadomość Leeiah próbuje mi powiedzieć, że już nie da rady. Przeprasza mnie. Bardzo często miałem takie sny: Siedziałem na korytarzu, a z jej Sali wyszła ona. W białym ubraniu, podeszła do mnie i ujęła moje obie ręce w swoje. Mówiła, że odchodzi, że przeprasza.. próbowałem coś powiedzieć, ale po prostu znikała mówiąc „kocham cię”.  Wtedy budziłem się, a z moich oczu wylewał się potok łez, którego nijak nie dało się zatrzymać.  Na samą myśl o tym ,że ona może się już nie wybudzić, że jej ciało może odmówić wszystkiego, co zechcą zrobić lekarze- napływały mi łzy do oczu. Bałem się. Pierwszy raz w życiu się przeraźliwie bałem.
Po godzinie Pani Beth opuściła swoją córkę. Ja cały czas siedziałem na krześle. Myślałem, by zasnąć na chwilę, ale co by było, gdyby obudziła się, a ja bym tak smacznie spał.? Albo gdyby ominęła mnie..NIE. Wiadomość. NIE. Że ona.. Nie NIE NIE nie potrafię tego nawet wymówić, pomyśleć  o tym. Cieszyło mnie to, że chłopaki z zespołu okazywali mi taką wyrozumiałość. Nie chodziłem na wywiady itp. Oni to rozumieli, sami przychodzili często. Fani nawet przychodzili. Ale nie po to, by krzyczeć i piszczeć na mój widok, ale żeby mnie wesprzeć lub dać coś śpiącej Lee. To było wspaniałe. Mała, biała sala była przyozdobiona wszelkimi obrazkami, misiami i różnymi rzeczami.
-Leeiah musisz się obudzić. Proszę. Wiesz, że znowu mama u ciebie była.? Rozmawiałem z nią wcześniej. Ona także cię potrzebuje. Rozejrzyj się. Ile masz prezentów. My wszyscy cię potrzebujemy…Lee kocham cię.- Jakby na życzenie jej ręka drgnęła, a wraz z nią- moja.
-Zaza..-Szepnęła słabo i podniosła się na łokciach, ale moje ręce szybko przytrzymały jej ciało przy łóżku.
-Wreszcie się obudziłaś.!- Zawołałem. Uśmiechnęła się do mnie, a na mojej twarzy także pojawił się uśmiech.
-Tęskniłem za tobą.- Ucałowałem ją w nosek i wybiegłem przed salę by zawiadomić lekarza. Po krótkiej chwili grupka lekarzy i pielęgniarek stała wokół mojej Leeiah. Ja stanąłem na drugim końcu łóżka, w nogach. Patrzyłem na nią i ciągle się uśmiechałem.
-Nie pozwól mi odejść.. Kocham cię..-Prawie niezauważalnie szepnęła i zamknęła oczy. Wiedziałem, o co chodzi.. Nigdy już nie zobaczę jej brązowych tęczówek przepełnionych ciepłem. Dwie pielęgniarki chwyciły mnie i siłą wyprowadziły z Sali. Wcisnęły mi wręcz do ust dużą białą tabletkę. Momentalnie opadłem na krzesło i tępo patrzyłem się w przestrzeń.

-„Nie pozwól mi odejść”. Pozwoliłem jej. Pozwoliłem jej na to, by mnie zostawiła. To moja wina.!- Wydarłem się, gdy staliśmy wraz z panią Teenharts przy nagrobku. Słuchaliśmy przemowy księdza, ale ja byłem gdzieś daleko stąd. Razem z Lee. Szczęśliwi oboje i zdrowi. Nie tu..
-To nie twoja wina. Widocznie Bóg potrzebował jej tam. Na górze. Ona nie chciałaby z pewnością, byś był przez nią smutny.- Załkała w chusteczkę jej mama, a ja objąłem ją ramieniem. Na pogrzebie byli wszyscy. Chłopacy z zespołu. Trochę znajomych. Nawet moja mama z ojczymem byli.
Teraz już nigdy nie zobaczę jej brązowych tęczówek przepełnionych ciepłem. Już nigdy..
„Zszedł na dół starając się nie patrzeć na nią zbyt długo, jak nie patrzy się na słońce, ale nawet nie patrząc na nią, widział ją jak widzi się słońce.” Ona będzie w mojej głowie. W moim sercu. W moich myślach. Ale nie w moim życiu..


niedziela, 20 lipca 2014

Rozdział 26

Cześć i czołem! 
Trochę długo musieliście czekać na 26, ale już jestem! 
Ten rozdział nie bardzo mi pasuje, ale wyszedł, jak wyszedł. Szału nie ma du*y nie urywa. Hahahs. 
Następny pojawi się na początku tygodnia, przynajmniej się postaram xd 
Może tak 10 komentarzy i następny, hm? 
Im więcej komentarzy, głosów i wejść, tym dłuższe częstsze rozdziały, pamiętajcie!
Kocham Was!
Enjoy!
_____________________________________________________________________________________________


*Clara*
-Dziewczyno, ty to masz szczęście..- Piszczy Jess padając na miękkie łóżko. Uśmiecham się do nich słabo i kontynuuję pakowanie się. Pojutrze wyjeżdżam rano, a nie chcę tracić czasu jutro. Chcę po raz ostatni zabawić się w L.A. 
- Jadłaś coś w ogóle dzisiaj? Jakoś dziwnie wyglądasz..- Perrie przekrzywia lekko głowę przyglądając się mojej osobie od stóp do głów. 
-Jadłam..- Mówię cicho. Chcę pominąć fakt, iż była to mała miska płatków śniadaniowych i dwie herbaty, pomimo, że jest już 15;30.
-Co dzisiaj robimy panny?- Pyta rozradowana Jess.
-SPA?-Pytam. Obie dziewczyny kiwają głową i zaczynamy szykować się do wyjścia. Ubieram się i nakładam delikatny makijaż. Związuję włosy w luźnego koka. Schodzimy na dół do lobby i taxi jedziemy do spa. Sądzę, że jest to dobry pomysł. Ostatnie dni trzeba zaplanować jak najlepiej.
*3 godziny później*
-Chcę takiego masażystę w domu..- wzdycha Jessica. Obie z Edwards śmiejemy się z niej, gdyż Zayn i Harry takiego mają, a my możemy ze spokojem z tego korzystać.- Z czego się śmiejecie? Nie dość, że doświadczony to jeszcze nieziemsko przystojny..- Mruczy.
Nas, na szczęście obsługiwały dwie przysadziste Niemki. Janesse i Petra. Na szczęście? Bo przecież gdyby Harry lub Zayn dowiedzieli się, kto nas relaksował- byliby więcej niż wściekli. 
-Teraz gdzie?
-Zakupy?- Wszystkie uśmiechamy się do siebie i szybkim krokiem kierujemy się w stronę centrum handlowego. Słyszę dzwonek telefonu z mojej kieszeni, więc wyciągam go i odbieram połączenie.
-Tak?
-Hej piękna..
-Hej Hazz.- Witam się czule z brunetem.
-Co robicie?
-Byłyśmy w spa, a teraz wybieramy się na zakupy, chcesz do nas dołączyć?- Pytam sarkastycznie, bo wiem, że Styles nigdy nie przyłączył się do babskiego wypadu z Jess i Perrie. Gdyby chodziło tylko o mnie-nie zastanawiałby się. 
-Niee.. wiesz, mamy jeszcze trochę roboty, ale obiecuję, że będę około 20;30. Pamiętaj, dzisiaj tylko ty, ja i kolacja.- W głębi duszy widzę, jak na jego twarzy szerzy się uśmiech i powstają dwa słodkie dołeczki. Ale z drugiej strony martwię się, bo nie mam żadnej sukni, która nadawałaby się na ten czas. - Muszę lecieć, widzimy się za niedługo. Kocham cię.
-Ja ciebie też kocham.- Żegnamy się i rozłączam rozmowę. Czuję dwie pary oczu na sobie, które byłyby w stanie przewiercić dziurę w moim ciele. 
-Idziemy?- Pytam próbując odwrócić uwagę dwóch dziewcząt.
-Domagamy się szczegółów.!!- Krzyczy Perrie. Śmieję się chowając urządzenie do kieszeni.
-Nic takiego, idziemy z Harry'm na kolację dziś wieczorem. Ale mam problem.. nie mam co włożyć.
-Oh, to świetnie.!- Woła brunetka. Jednak coś czuję, że nie jest to szczerze wyznanie. Jej uśmiech zdaje się być nieco fałszywy, nie taki, jak kiedyś.- Idziemy wypatrzeć jakąś kreację. 
*Harry*
Od paru godzin siedzimy w jednym miejscu próbująć ustalić szczegóły następnego koncertu. Myślami jestem przy blondynce, która odwróciła moje życie do góry nogami. Martwię się, bo dziś nie wyglądała najlepiej. Boję się, że to może być coś związane z dwiema upojnymi nocami, które spędziliśmy. Dlaczego się boję? Bo nie jestem jeszcze gotowy na dziecko. Nie teraz. Wiem, że od początku ciąży potrzebowałbym o wiele więcej czasu dla Clary i naszego związku, niż dotychczas. Ale to nie jest takie proste. Musimy dokończyć trasę, wydać płytę.. Tyle rzeczy jest jeszcze do zrobienia. Niekoniecznie w   Londynie, w Anglii.. 
-Jak myślisz Styles?- Słyszę głos Louis'a.
-Eee.. Sorry, zamyśliłem się.- Mówię drapiąc się w kark. 
-Pytałem, czy nie lepiej, żebyśmy usunęli jedną datę z listy koncertów. Chodzi mi o jutro. Potrzebujemy tych wolnych dni, a przecież trasa aż tak duża nie jest. Moglibyśmy zakończyć trasę na pobliskich państwach i wrócić do domu. 
-Taa.. też tak sądzę.- Mówię upijając łyk zimnej wody. Nie jestem skory do rozmowy, więc siedzę cicho słuchając propozycji chłopaków.
*Clara*
 Wchodzimy do pierwszego sklepu, którym jest H&M i z wybranymi ubraniami wchodzimy do przymierzalni. Na pierwszy ogień idzie czarna, zwiewna sukienka, o dłuższych bokach. Odkładam ją na bok, po czym biorę następną. Po przymierzeniu 5-ciu sukienek decyduję się na długą, czarną sukienkę. Od pasa w górę jest dopasowana do klatki piersiowej, zaś w dół lekko rozkloszowana i zrobiona z delikatniejszego materiału. Wybieram tę, ponieważ uważam, że spodoba się Harry'emu. Nie mam problemów z zapłatą, a my po pół godzinie idziemy do paru innych sklepów. Na końcu wędrujemy do części restauracyjnej. Zjadamy po wielkim burgerze i wracamy do hotelu. 
-Myślicie, że mu się spodoba?- Pytam Jess i Perrie przykładając sobie materiał do piersi. 
-Jestem tego bardziej niż pewna.- Uśmiecha się szeroko Edwards. Pozostało pół godziny do powrotu Harry'ego. 
-Zadzwonię do Zayn'a, żeby go przetrzymali u któregoś z pokoi. Nie może cię zobaczyć teraz.- Mruga do mnie Pezz i kontaktuje się z Malikiem. 
Wreszcie drzwi otwierają się z charakterystycznym dźwiękiem, a moim oczom ukazuje się znudzony brunet. Jednak, gdy napotyka moje spojrzenie, jego oczy się poszerzają, a na twarz wchodzi delikatny uśmiech. 
-Było bardzo, bardzo nudno..- Mruczy w moje włosy obejmując mnie ramionami. - Zaraz wychodzimy. Zayn chciał, żebym do niego przyszedł na moment, więc się już uszykuj.- Cmoknął mnie lekko w policzek znów wychodząc. Zapewne, jest to działanie Perrie. Dwie dziewczyny wychodzą z łazienki z przygotowanymi rzeczami. Najpierw podkręcają moje blond kosmyki i tworzą niezłą plątaninę włosów, która schodzi na barki. Na dole pozostają one rozpuszczone, co wygląda idealnie. Teraz makijaż. Smokey Eyes* w wykonaniu Perrie jest mistrzowski! Malinowa pomadka podkreśla moje usta i jestem gotowa.Wkładam czarną suknię sięgającą mi za kostki, a szyję przyozdabiam złotym naszyjnikiem. Wszystko wygląda bajkowo.. Wysokie szpilki, choć klasyczne-dodają uroku całej kreacji dzisiejszego wieczoru. Słodki perfum...i gotowe. 
-Wyglądasz cudownie. Jeśli Styles'owi się nie spodoba, to osobiście skopię mu ten zgrabny tyłek.- Żartuje Edwards kręcąc mnie parę razy wokół mojej własnej osi. Po chwili wszystkie słyszymy pukanie do drzwi, więc biorę głęboki wdech i sięgam po kopertówkę. 
-Hej piękna..- Wita się ze mną Harry ubrany- jak myślałam w garnitur.-Wyglądasz... wow..olśniewająco..-Plącze się. 
-Ty też nie wyglądasz najgorzej..-Uśmiecham się do niego.
 
-Oj no wiesz.. Starałem się wybrać jak najlepszy. -Udaje skwaszoną minę i bierze mnie pod rękę.
-Cóż..prawdę mówiąc, wygląda pan nieziemsko, panie Styles..
-I z wzajemnością, panno Nicholson.- Całuje mnie w polik i idziemy do limuzyny.
*Harry*
Clara.. tak.. bardzo wow. Sukienka idealnie na niej leży.  Podkreśla kobiece kształty, ale nie jest zbyt obcisła. 
Wysiadamy z auta i wchodzimy do luksusowej restauracji mieszczącej się na wybrzeżu. Klasyczna muzyka rozbrzmiewa w sali, a ja prowadzę Clarę do recepcji.
-Rezerwacja na nazwisko Styles. Dla dwojga.- Mówię do czarnowłosej kobiety ubranej w mundurek kelnerski. 
-Miło mi pana widzieć, panie Styles.- Uśmiecha się do mnie. 
-Ciebie również, Betty. 
*Clara*
No chyba kurwa nie.
-Przepraszam, że przeszkadzam państwo widzę-tylko-siebie, ale naprawdę nie mam ochoty stać tu całą noc. Czy mogłaby pani dokonać akceptacji, zrobić co trzeba, życzyć nam miłego wieczoru i zająć się kolejnym klientem?- Mówię zirytowana. Ta czarnowłosa suka przygląda się mnie i szczerzy te swoje zęby w uśmiechu. 
-Ależ oczywiście, Pani Styles. Proszę, oto państwa stolik. Numer 612. Życzę miłego wieczoru. - Mówi patrząc na mnie. 
-Dziękuję.- Mówi Harry unosząc jeden kącik do góry. 
-Ah.. i na przyszłość. Jestem Nicholson.- Cedzę przez zęby.- Proszę używać mniej pomadki, spływa pani na zęby.- Mówię. Kobieta, jak myślę, czuje się urażona. A ja? Uradowana.
-Wiesz, że nie musiałaś tego robić, prawda?
-Cóż.. musiałam. Ta laska ewidentnie miała na ciebie oko, a ja nie pozwolę odebrać mi najlepszego deseru..- Mruczę całując go w usta. 
-Dobrze, mój łakomczuszku.- Śmieje się.
-Dzień dobry państwu. Dziś będę państwa obsługiwał. Co podać najpierw?- Podchodzi do nas wysoki blondyn, a mnie chyba szlak weźmie widząc go. 
-To, co polecacie na przystawkę oraz białe wino. Najlepsze jakie macie.-Zamawia Harry. Za to ja uważnie przyglądam się "naszemu kelnerowi" z uwagą. To Peter... Wiem, jak ma na imię nie z powodu, że widzę jego plakietkę przyczepioną do piersi, lecz dlatego, że to on sprzedał mi działkę w klubie tamtego feralnego dnia.. 
Rozpoczynamy nasz wieczór z moimi myślami, świetnym humorem oraz apetytem.
*Smokey Eyes:

środa, 9 lipca 2014

Rozdział 25

Hej wszystkim! Jeśli są tu jacyś wszyscy.. 
Otóż.. zauważyłam spadek komentarzy, jak i liczby wyświetleń. Statystyki niezbyt mi się podobają i chcę to troszkę zmienić. Podsuwajcie mi jakieś ciekawe pomysły, co można by zrobić, by historia Clary i Harry'ego była ciekawsza. A może coś jest nie tak z wyglądem? Także piszcie, co Wam leży na sercu ;)
Jeśli macie znajomych, którzy chętnie czytają tego typu opowiadania-wysyłajcie im link do Diamond'a. 
Naprawdę zależy mi na tym, by przyjemnie Wam się to czytało, więc postarajcie się także, by te statystyki się polepszyły, a obiecuję(z ręką na sercu!), że rozdziały będą się pojawiać częściej i będą dłuższe. Wszystko zależy od Was.
Kocham Was i życzę miłego wakacyjnego dnia.!
PS.Dziękuję Wam za ponad 8000 wyświetleń.!
------------------------------------------------------------------------------------------

*Harry*
Tego mi było trzeba. Ciepłe promienie słońca, zamiast chłodnych kropel deszczu rozbijające się o okna. 
Budzę się obok śpiącej Clary, która opiera swoje drobne ciało na moim. Muskam delikatnie ustami jej skroń i wstaję z łóżka zakładając spodnie. Kieruję się do kuchni z zamiarem zrobienia naszej dwójce śniadania, ale widząc pustkę w lodówce stawiam na płatki z mlekiem i kawę. 
-Kogo moje oczy widzą..- Mówię z uśmiechem na twarzy, gdy zaspana blondynka wchodzi do pomieszczenia. 
-Hej.- Mruczy  podchodząc bliżej. Sadzam ją na blacie i dokańczam śniadanie. Po paru minutach siadamy do stołu. Przez cały czas  nikt nic nie mówi, cisza staje się coraz bardziej nieznośna. I, nie wiem, jak Clara, ale mnie to zdążyło już zdenerwować. Widzę delikatny grymas formujący się na jej twarzy, gdy wstaje z krzesła. Zatrzymuję ją za nadgarstek i powoduję, że siada na moich kolanach.
-Coś się stało?- Pytam opierając brodę o jej ramię.
-Nie, czemu pytasz?
-Dobrze widzę, że coś się dzieje..
-Boli- Krzywi się wskazując na brzuch i oplata mnie swoimi wątłymi ramionami. Wzdycham cicho podnosząc się z miejsca i biorąc Clarę na ręce. Kładę ją delikatnie na łóżku i okrywam pościelą.
-Nie ruszaj się, zaraz ci coś przyniosę.- Uśmiecham się ciepło do dziewczyny zostawiając ją na chwilę samą. Robię w kuchni herbatę i dolewam do niej syropu. Sięgam z łazienki tabletki przeciwbólowe, a z salonu biorę termofor* i podążam w stronę sypialni, w której leży Clara.
-Dziękuję.- Szepcze, gdy podaję jej ciepły napój. Wypija duszkiem herbatę, a ja kładę jej na dłoń białą tabletkę.
-Połóż się ze mną...- Dodaje po krótkiej chwili, jej ciało się rozluźnia, gdy czuje mój ciepły tors przy swoich plecach. Podświadomie czuję, że dziewczyna się uśmiecha.
Po godzinie leżenia słyszę irytujący dzwonek telefonu. Spoglądam na blondynkę, która, jak się okazuje- słodko śpi. Uśmiecham się i odbieram połączenie.
-Halo?-Mówię najciszej, jak potrafię.
-Masz jakieś plany na dzisiaj, Styles?
-Loueh..- zwracam się do niego w sposób, w jaki nie lubi, by go wkurzyć.- Nie masz nic innego do roboty? Serio, nie mogę gadać. Narka.- Szybko się rozłączam, nim zdąży coś powiedzieć. Odkładam telefon na szafkę i z ulgą patrzę, jak dziewczyna nadal śpi.  Dochodzi godzina jedenasta, więc myślę, że trzeba wstawać. Słyszę, jak telefon ponownie dzwoni, tym razem wprawiając mnie o jeszcze większe zdenerwowanie. Nie uśmiecha mi się odbierać, lecz wiem, że gdy tego nie zrobię- telefon będzie dzwonił do usranej śmierci. A tego nie chcę.
-Harry kurwa.!- Słyszę rozwścieczony głos Louis'a.
-Kurwą nie jestem, wystarczy Harry. Harry Styles.- Mówię spokojnie, lekko ironicznie. Lubię go wkurzać. Czysta przyjemność.
-Skończ już. O 13 masz być na hallu hotelu. Nie jesteśmy na wakacjach.-Po tych słowach chłopak rozłącza połączenie.
-No.. To cześć.- Mówię już do siebie. Rzucam aparat na małą sofę i przebieram się w sportowy strój. Zważając na to, że do wyjścia zostało jeszcze trochę czasu, postanawiam poprawić swoją kondycję, jak i też zająć czymś czas. Nie powiem, wolałbym spędzić te dwie godziny z piękną blondynką śpiącą właśnie w pokoju hotelowym. Lecz fakt, że tak słodko śpi odgradza mi drogę od obudzenia jej.
Daję sobie godzinę czasu na plaży nie więcej. Ta druga godzina przeznaczona jest dla Clary.
Truchtem ruszam na plażę.
Ciepłe słońce grzeje piasek, i swoje odbicie kieruje na przejrzystą wodę oceanu. Biegnę powoli nie zważając na innych ludzi wpatrzonych we mnie. Wiem, że jestem gwiazdą, dlatego staram się jak najschludniej schować włosy w krótkiego kucyka i przepasać kawałkiem materiału robiącego za opaskę. Także czarne Ray Bany, które tak bardzo kocham chronią mnie przed rozpoznaniem. Naprawdę ciężko się zamaskować, gdy wokoło są fanki. Jedna zauważy i wszystkie biegną. Lubię spotkania z fanami. Jest to jedna z moich ulubionych czynności w życiu wokalisty. Lubię patrzeć na ich wesołe twarze, gdy w końcu uda im się do mnie dojść. To jest pewnego rodzaju satysfakcja. I tak jest teraz, lecz fankom towarzyszy grupa paparazzi. O kurwa.. Staram się biec tak szybko, jak potrafię, by uniknąć niechcianych pytań. Wiem, co może się stać, więc zmierzam w powrotną stronę.
-Patrzcie.!! To Harry Styles.!- Wtopa.. Odwracam się w stronę dziecięcego głosu i reszty rozkrzyczanych teraz fanek. Paparazzi pojawiają się jakiś czas później. Kolejne zdjęcie z fanką. Kolejny podpis na skrawku papieru lub koszulki, czy jakiejś części ciała. Kolejny fragment zaśpiewanej piosenki. I błyski fleszy. I padają pytania.
-Jak długo jesteście z tajemniczą Clarą?
-Czy szykuje się coś poważniejszego?
-Ile blondynka ma lat?
-Kim jest inna blondynka z którą byłeś w klubie tej nocy?
Nie odpowiadam na żadne z tych pytań. Sądzę, że jest to moja prywatna sprawa i, jeśli będę chciał, rozgłoszę to. Boże.. oczywiście, że tego nie zrobię. Nie pozwolę, by media zeszmaciły Clarę. Jest zbyt wrażliwa. To moja prywatna sprawa. Kończę "spotkanie" z fanami i oddalam się od nich, teraz już szybciej biegnąc. Docieram do hotelu w niecałe 20 minut, po czym wchodzę do przeludnionego lobby. Wbiegam po trzy schody na górę, by jak najszybciej znaleźć się przy Clarze.  Wchodzę do pustego pomieszczenia i ściągam sportowe buty.
-Clara?!- Krzyczę szukając blondynki. Wątpię, żeby jeszcze spała. Także drzwi- były otwarte, więc nie powinna wychodzić nie zamykając ich. -Boże, myślałem, że uciekłaś..- Znajduję ją na sofie oglądającą tv. Obejmuję ją ciasno ramionami i delikatnie gładzę blond kosmyki dziewczyny.
-Jejuu Hazz, udusisz mnie.!- Słyszę jej perlisty śmiech i poluzowuję uścisk, lecz nadal trzymam ją w ramionach. Po chwili siadam obok niej.
-O której Pezz i Jess mają przyjechać?
-Koło 14-15.
-Cóż.. zaraz muszę wychodzić. Chłopacy chcieli się spotkać. Bo" nie jesteśmy na wakacjach".- Ostatnie zdanie cytuję udając głos Louis'a.
-Oh.. a kiedy wrócisz?
-Pod wieczór. Wiesz jak jest..- Mruczę
-Ale wieczór będziemy mieli dla siebie. Z dziewczynami spotkasz się też jutro.- Uśmiecham się i całuję Clarę w głowę. Sięgam normalne ubrania i idę do łazienki pod prysznic. Po kąpieli zawijam ręcznik wokół pasa i zabieram się za szykowanie fryzury. Nagle do zaparowanego pomieszczenia wbiega blondynka i rzuca się na ziemię obok toalety.
-Clara, kochanie, co się stało?!- Padam obok niej na kolana. Dziewczyna zaczyna wymiotować a ja chwytam jej blond włosy, by nie zabrudziły się Po chwili z jej błękitnych oczu wypływają łzy.
-Ja.. po prostu siedziałam i nagle...- zaczęła się tłumaczyć.
-Ćśś... przestań..- Przerywam jej.- To pewnie te płatki z mlekiem zaszkodziły. Zabieram cię dzisiaj na porządną kolację.- Uśmiecham się do niej i gładzę delikatnie jej włosy. Dziewczyna kiwa głową i odświeża się, a ja powracam do układania włosów. Ubieram spodnie przechodząc do sypialni i dopinam ostatnie guziki koszuli. Po długim pożegnaniu z Clarą zakładam na nos okulary przeciwsłoneczne schodząc na dół, by dołączyć do reszty One Direction.
*pojemnik napełniany gorącą wodą, który służy do miejscowego nagrzewania ciała.

wtorek, 1 lipca 2014

Rozdział 24

Taką mam dla Was niespodziankę c: 
Teraz będą się pojawiać częściej rozdziały.
Pod ostatnim postem, był komentarz:"Świetne no i znowu jest tak jak dawniej !". Już ostrzegam, że duuuużo będzie się działo :D Jak Wam się podoba nowe tło?
 Jak zauważycie, rozdział napisany w czasie teraźniejszym. Proszę o opinie co do czasu pisania.
Są też także głosy. Jakieś 8-10 osób powinno komentować. A tu ledwie 3 od dwóch osób.. No weźcie się postarajcie. Ładnie proszę?
Dziękuję :) 
-------------------------------------------------------------------------------------------
-Ide po drinki, chcesz jeszcze?- Pyta lekko wstawiony Harry gładząc wierzch mojego kolana. Strzepuję jego dłoń i zgramiam chłopaka wzrokiem. Kręci rozśmieszony głową i chwiejąc się idzie do baru. 
-Hej chłopcyy.!- Wyje dziewczyna podchodząc do naszej loży. 
-O matko..
-Kto to jest?- Pytam Niall'a, który niezbyt przyjaźnie reaguje.
-Ee.. Ma
-Może sama się przedstawię.- Przerywa mu i uśmiecha się  kpiąco do mnie.- Ty jesteś Clara? Cóż.. Harry się trochę mylił co do ciebie
-Kim ty jesteś, żeby o nim mówić?- Krzyczę stając w obronie bruneta. Parska śmiechem i słodkim głosem dodaje.
-Oh.. przepraszam.. Jestem Mandy Touson.- Mówi z dumą. 
-I?
-To Harry ci nie mówił? Niegrzeczny chłopiec..- Kręci głową oblizując wargi. W tym momencie podchodzi  do nas Harry z kilkoma szklankami wypełnionymi trunkiem. Jego mina wykazuje nie więcej niż zmieszanie i zdziwienie, lecz później zmienia się na wściekłość. Mandy podchodzi do niego i zostawia ślad szminki na jego policzku. Uśmiecha się do niego i łapie za rękę, po czym oboje podchodzą do jednej z kanap. Patrzę na niego oczekując jakiegokolwiek znaku w moją stronę, lecz nic takiego się nie dzieje. Styles po prostu siedzi pijąc drinka, mając na swoich kolanach blondynkę. 
-Niall?- Szturcham lekko chłopaka w ramię. -Idziemy zatańczyć?-Pytam go. Kiwa głową, a ja po raz ostatni spoglądam w stronę Harrego i jego towarzyszki. Razem z Horanem zmierzamy na parkiet. Myślę nad wydarzeniami sprzed kilku chwil. Kim była ta Mandy dla Styles'a? Może o czymś nie wiem? Co, jeśli zabawiał się z nią, podczas gdy ja byłam tu. Kręcę głową na myśl o tym. Nie. Harry by mi tego nie zrobił. Ale to, jak blondyna oblizywała swoje krwistoczerwone usta, jak mówiła o brunecie, to mówiło samo za siebie. Wiem, że jest w typie zielonookiego. Bardziej niż ja. Nie interesuje mnie to, co będzie teraz robił, jestem wyprana ze wszystkich uczuć. Wiem, że poniekąd jest to moja wina, że musiałam odejść. Wiem też, że musimy oboje popracować nad sobą. Ale złe myśli na temat tej dwójki nadal krążą w mojej głowie, podczas gdy Niall kładzie swoją dłoń na mojej talii, a drugą kładzie na karku.
-Kim jest Mandy dla Harry'ego?- Pytam prosto.
Blondyn zastanawia się przez chwilę, po czym mówi:- Była... koleżanka, całego naszego zespołu..- Odpowiada robiąc przerwę między każdym słowem.
-Koleżanka?- Coś trudno mi w to uwierzyć, że była to tylko koleżanka.
-Hej, przecież nie jesteśmy jakimiś napalonymi facetami. Poza tym, no błagam. Serio? Mandy Touson? Ona?- Śmieje się. - To jest ostatnia dziewczyna, którą bym w ogóle polubił.
-Dlaczego?- Dopytuję starając się dowiedzieć więcej.
-Ona jest... specyficzną osobą. Modelka...
-To już wszystko jasne..- Wzruszam ramionami wtulając się w chłopaka. Gdy piosenka się kończy wracamy do loży. Staję wryta przed kanapami patrząc na to, co jest przede mną. Harry siedzący na kanapie. To nie wszystko. Na jego kolanach jego ukochana Mandy całująca jego szyję. Moje ręce opadają wzdłuż ciała, a z oczu zaczynają spływać powoli łzy. Czy w jeden dzień może się dziać aż tyle? Podbiegam do kanapy, na której zostawiłam torebkę i zwracam się do Harry'ego:
-Miłej nocy ci życzę, kochanie.- Uśmiecham się fałszywie przez łzy.
-Oh.. z pewnością ta noc będzie niezapomniana, prawda Styles?- Dziewczyna mruga swoimi przesadnie długimi rzęsami i powraca do poprzedniego zajęcia. Pozostałą grupę chłopaków żegnam zwykłym "cześć" i wybiegam w celu znalezienia łazienki. Piszę wiadomość sms do Niall'a, że wrócę sama do hotelu. Nie zamierzam pokazywać im wszystkim, jak bardzo słaba psychicznie jestem. Wystarczy, że ja sama to wiem. Wchodzę do pomieszczenia i wyjmuję z kopertówki tusz do rzęs, opłukuję twarz i poprawiam makijaż cały czas cicho łkając. Mój telefon lekko wibruje dając znać, że dostałam wiadomość sms.
Kręcę głową i odpisuję, choć wcale nie mam na to ochoty. 
Po chwili znowu przychodzi wiadomość.
Ouu..wkurzył się. Tak bardzo mi go szkoda.. Nie. Żart. Dopiero teraz sobie przypomniał, że istnieję?  Nie tak łatwo Styles.
Wrzucam telefon do torebki razem z kosmetykami i już mam zamiar wychodzić, ale nagle do łazienki wbiega brunet. Gdy jego zielone tęczówki napotykają moje podchodzi do mnie pewnym krokiem i nic nie robi, tylko wpatruje się we mnie.
-Clara posłuchaj
-Nie Harry.- Przerywam mu, zanim zacznie cokolwiek mówić. -To ty posłuchaj. Dałam ci szanse, było tak dobrze a teraz znowu pieprzysz. Chociaż wiesz co.. może to moja wina? Przecież nie jestem modelką, jak Mandy, nie dam ci tego, co ona. Jak widać lepiej do siebie pasujecie. Nie zaprzeczaj, dobrze wiem, jak jest. Mogę się założyć, że podczas mojego pobytu w L.A ty zabawiałeś się z nią w najlepsze. Czy jestem zazdrosna? Nie.. już nie. Boli? Niemiłosiernie mocno.- Kończę i wymijam chłopaka. W ostatniej chwili
czuję, brunet łapie mnie za nadgarstek i przyciąga do swojego torsu.
-Wiem, że znowu cię zawiodłem..- Gładzi moje włosy jedną ręką, podczas gdy druga oplata moją talię. Nic nie mówię. Nawet nie wiem co. - Kocham ciebie i tylko ciebie, rozumiesz?- Odchyla moją głowę, by spojrzeć mi w oczy. Widać, że przez tą sytuację trochę już wytrzeźwiał. Jego oczy powracają do naturalnej barwy, a on sam potrafi kontrolować już swoje ciało. -Boże. Clara.. Nawet nie wiesz jak bardzo mi ciebie brakowało. Mandy była w Mediolanie, tam miała mieć sesje robione. Przez cały ten czas po prostu siedziałem w pokoju i piłem. Nie mogłem normalnie myśleć...
-Harry, i co ja mam ci powiedzieć, co? Dobrze wiem, co widziałam.- Nadal nie ustępuję.
-Chcesz coś wiedzieć na jej temat?- Kiwam głową na jego pytanie. -Mandy to dziwka.- Parskam śmiechem na jego określenie. Ale w sumie to prawda, na taką wygląda i tak się zachowuje. - I była naszą znajomą kiedyś. Teraz jesteś tylko ty. I choć nie jesteś modelką, nie puszczasz się z innymi to o krocie bardziej chcę ciebie, niż ją. Dała mi coś, dlatego siedziałem taki otępiały - Szepcze do mojego ucha, po czym całuje delikatnie w linię szczęki. - Chodźmy stąd..- Ciągnie mnie do wyjścia. Wsiadamy do samochodu i kierujemy się do hotelu.
*Harry*
-Daj mi 5 minut.- Mówi, gdy wchodzimy do jej pokoju hotelowego. Idę za nią do łazienki ściągając po drodze koszulę.Gdy wchodzę do zaparowanego pomieszczenia blondynka siedzi w wannie oparta o ściankę. 
-Jestem bardzo niecierpliwym człowiekiem.- Mówię pozbywając się zbędnych rzeczy. 
-Musi Pan poczekać, Panie Styles.- Uśmiecha się dziewczyna.
-Ja nic nie muszę kotku. Posuń się.- Popycham lekko jej plecy, by móc usiąść w gorącej wodzie. Zajmuję miejsce za nią całując ją lekko w kark. Czuję, jak jej ciało się rozluźnia, a Clara opiera swoją głowę na moim ramieniu. 
-Jesteś sto razy lepsza od Mandy...
-Nie rozmawiajmy już o niej, dobrze?
-Wedle życzenia.- Odpowiadam i sięgam po żel. Nie chcę, by doszło do jeszcze jednej kłótni, dlatego też nie zaczynam tematu o dzisiejszym wyjściu. Po wyciągnięciu dziewczyny z wanny owijam ją w ręcznik, a później zakładam bokserki. Przez cały czas między nami jest nietypowa cisza. Nikt nie chce jej przerwać i sądzę, że obojgu nam to pasuje. W końcu nie wytrzymuję i przyciągam Clarę do siebie.
-Dobrze wiesz, że Mandy nigdy nie dorośnie ci do pięt. - Mruczę w jej kark. 
-Harry, to nie tak..-Wyrywa mi się z uścisku. Co do cholery?!
-To o co chodzi?- Podchodzę do niej gdy szuka piżamy.
-Myślisz, że po paru czułych słówkach i komplementach owiniesz mnie znowu wokół palca?! Myślisz, że  nie widziałam, jak Mandy się do ciebie lepiła, a ty jej na to pozwalałeś? Nie jestem taka głupia, na jaką być może wyglądam!!!- Krzyknęła na jednym wydechu. - I wiesz, co jeszcze ci powiem?! Mam tego dość. Możesz robić cokolwiek chcesz z tą tlenioną blondyną. Mnie to nie robi różnicy. Rób co chcesz.- Machnęła ręką odchodząc.
-Czekaj.
-Zostaw mnie..- Odtrąca moją dłoń, gdy próbuję ją złapać.
*Clara*
 Mam go dość. Serdecznie dość. Niech idzie się wypłakać do tej swojej Mandy. Kocham go.. Tak bardzo go kocham... Cofam się i zamiast iść do łazienki podbiegam do Harry'ego. Zarzucam ręce na jego szyję i muskam jego różowe usta.
-Przepraszam..- Szepczę łkając cicho.
-Przepraszam..- Odpowiada Harry w moją rozgrzaną skórę szyi. Nie wiem, co nami kieruje. To, że pieszczotami próbujemy załagodzić naszą sytuację, czy może to, że po prostu nam brakowało tej drugiej osoby.  Moje ciało mocno przywiera do ciała Styles'a, gdy ten obdarowuje pocałunkami każdy cal mojej twarzy i szyi. Gdy lądujemy na miękkim łóżku czuję, jak coś twardnieje w bokserkach chłopaka. Trącam "przypadkowo" ręką to miejsce, na co dostaję gardłowy jęk bruneta.
-Zrób to jeszcze raz..- Mówi ciężko.
-Tak?- Pytam po czym powtarzam swój ruch.
-Kurwa Clara.!- Krzyczy. Uśmiecham się i siadam na jego biodrach uniemożliwiając jakiekolwiek ruchy. Schylam się, by go pocałować i zjeżdżam swoimi pocałunkami coraz niżej.
-Nigdy nie mów, że jesteś od kogoś gorsza.- Zielonooki podciąga mnie do góry, by nasze usta znalazły się na równym poziomie, po czym delikatnie całuje i wsuwa swój język między moje wargi. Odwija biały ręcznik pozostawiając mnie nagą i ściąga swoje bokserki. Nie chcę, by doszło do czegoś więcej, tym bardziej, że przed chwilą sprzeczaliśmy się o Mandy. Jednak pragnę go tak bardzo, jak go też nienawidzę. Opieram swoje ręce na jego umięśnionych barkach i z westchnieniem opuszczam się na ciało Harry'ego.
-Jesteś taka idealna..-Mówi wypychając swoje biodra ku górze.Gdy oboje dosięgamy szczytu moje wiotkie ciało opada obok Styles'a.
-Jeszcze jeden dzień..- Uśmiecha się do mnie promiennie. Fakt, że pozostał nam jeden dzień do wyjazdu w trasę jest dobijający. Zobaczymy się dopiero, gdy oboje wrócimy do domu w Londynie. A jeszcze trochę czasu zostało. -Ah.. miałem ci jeszcze przekazać, że dziewczyny do ciebie dotrą jutro po południu. Nie będziesz się nudzić.
-Hazz.- Tulę się do jego torsu i oboje zapadamy w głęboki sen.