WAŻNE!
No więc.. podjęłam decyzję. Nie tworzę nowej części. Nie ma sensu. Założyłam się z przyjaciółką, że jeśli komentarzy będzie więcej- kontynuuję. Prawdę mówiąc, myślałam nad tym wcześniej, ale Natt starała się mnie przekonać. Niestety, wyszło jak wyszło. Pierwsze jedynki weszły, a druga klasa ogólnie nie rozpoczęła się kolorowo. Dlatego też rozdział pojawił się dziś, nie wcześniej. Oczywiście coś będę tworzyć itd., ale naprawdę, nikłe prawdopodobieństwo jest, że będę jeszcze publikować.
Jak się okazało- nie daję rady pisać sama na dłuższą metę. Na początku jakoś szło, ale teraz już po prostu nie wyrabiam, dlatego też chcę, byście mnie zrozumieli.
Miało być około 5-6 rozdziałów do końca I części. I tak też będzie, lecz do końca Diamond. Nie wyrokuję od razu. Może coś się jeszcze zmieni, lecz rozdziały będą iść swoim torem, a moje postanowienia swoim. Najwyżej jakoś inaczej zakończę epilog i przejdziemy do 2 części. Ale poważnie.. do końca pozostało jeszcze dużo czasu. Zważając na to, jak długo pisałam 31, więc jeśli zależy Wam na IIcz. Diamond- komentujcie i poprawcie swoją aktywność tutaj. To nie jakaś groźba czy szantaż, ale wy oczekujecie ode mnie czegoś, więc i ja też mogę w zamian.
Przepraszam, za flaki z olejem, ale zbieram się do pisania od dłuższego czasu i mi nie wychodzi ;/ Wena jest, bo piszę też coś pobocznie i jakoś mi idzie, ale w tym wypadku ciężko. No to.. cóż. Zapraszam do czytania..
*Clara*
No więc.. podjęłam decyzję. Nie tworzę nowej części. Nie ma sensu. Założyłam się z przyjaciółką, że jeśli komentarzy będzie więcej- kontynuuję. Prawdę mówiąc, myślałam nad tym wcześniej, ale Natt starała się mnie przekonać. Niestety, wyszło jak wyszło. Pierwsze jedynki weszły, a druga klasa ogólnie nie rozpoczęła się kolorowo. Dlatego też rozdział pojawił się dziś, nie wcześniej. Oczywiście coś będę tworzyć itd., ale naprawdę, nikłe prawdopodobieństwo jest, że będę jeszcze publikować.
Jak się okazało- nie daję rady pisać sama na dłuższą metę. Na początku jakoś szło, ale teraz już po prostu nie wyrabiam, dlatego też chcę, byście mnie zrozumieli.
Miało być około 5-6 rozdziałów do końca I części. I tak też będzie, lecz do końca Diamond. Nie wyrokuję od razu. Może coś się jeszcze zmieni, lecz rozdziały będą iść swoim torem, a moje postanowienia swoim. Najwyżej jakoś inaczej zakończę epilog i przejdziemy do 2 części. Ale poważnie.. do końca pozostało jeszcze dużo czasu. Zważając na to, jak długo pisałam 31, więc jeśli zależy Wam na IIcz. Diamond- komentujcie i poprawcie swoją aktywność tutaj. To nie jakaś groźba czy szantaż, ale wy oczekujecie ode mnie czegoś, więc i ja też mogę w zamian.
Przepraszam, za flaki z olejem, ale zbieram się do pisania od dłuższego czasu i mi nie wychodzi ;/ Wena jest, bo piszę też coś pobocznie i jakoś mi idzie, ale w tym wypadku ciężko. No to.. cóż. Zapraszam do czytania..
*Clara*
Lecę samolotem. Sama. A najgorsze jest to, że nie wiem jak poradzę sobie ze wszystkim po powrocie. Nie dam rady wrócić do domu, w którym tak dużo się działo, a jednak będę musiała. Powrócę do dawnego życia, zapomnę o tym, co zdarzyło się przez ten rok. I chyba tak będzie najlepiej.
-Zbliżamy się do lądowania, proszę zapiąć pasy.- Wysoka brunetka ogłasza przez megafon. No tak.. Harry'emu by się spodobała.. Potrząsam głową chcąc wyrzucić przystojnego bruneta z głowy.
Kiwam głową i zapinam posłusznie pas. Po dłuższej chwili wita mnie chłodne powietrze Londynu.
Już w domu.. to straszne, wiedząc, ile mil jestem od Niall'a, grupy przy.. cóż, byłych przyjaciół. A co gorsza, Harry'ego. Po raz setny w tym dniu staram się upewnić, że dobrze postępuję.
To dobry wybór, Clara..
Wychodząc z samolotu wdycham głęboko powietrze w płuca przygotowując się na bliskie starcie z rzeczywistością dawno przeze mnie porzuconą. Dzwonię po taxi, które podjeżdża po mnie jakiś czas później, i podając kierowcy adres wsiadam do auta.
-Pani oszalała?
-Słucham?
-Wie pani, jacy ludzie tam mieszkają?- Parsknął facet. - Nie wygląda pani na kogoś, kto jest z ich sfery.
Właśnie.. od początku się do nich nie nadawałam. Nawet w procencie nie przypominałam dziewczyny sławnego piosenkarza..Przecież... gdybym nią była, powinnam jeździć limuzyną, nie taxi. To kolejny powód, by odejść. To nie tak, że szukam specjalnie powodów, by zostawić go, odpuścić. Ale mam dość. To mnie zbyt mocno przerasta. I można powiedzieć, że dla miłości można się poświęcić. Nie, nie można. Nie można tego zrobić, gdy nawet ta miłość jest tak blisko, a równocześnie zbyt daleko. Gdy samochód zatrzymuje się na podjeździe- wciskam w rękę mężczyzny odliczoną ilość banknotów i wysiadam. Przez chwilę stoję przed gigantyczną willą pięciu chłopaków, biorę głęboki wdech i odbezpieczam zamki. Od razu uderza mnie zapach świeżości pomieszczenia. Męski zapach bierze górę nad moim, przesadnie słodkim; znów utwierdzam się w przekonaniu, że najlepiej jest odejść. Sam zapach mi to udowadnia. Mój gdzieś tu ginie, z resztą jak ja. Brnę przez korytarz i nie zdejmując butów wchodzę do naszej, cóż.... jego sypialni. Z szafy wyjmuję resztę ubrań i wrzucam je do torby. Ostatnia chwila, gdy tu jestem..
Z łazienki biorę jeszcze kosmetyki i wszystkie rzeczy, które należały do mnie. Zapinam walizkę, a kierując się na dół spoglądam na zdjęcia wiszące w korytarzu.. Wszędzie uśmiechnięte twarze chłopców z czasów, gdy byli młodsi. Są też i te z początków istnienia One Direction. I te najnowsze, na których jestem także ja. Z lekkim uśmiechem wycieram łzy z polików i szybciej kieruję się do wyjścia. Odstawiam moje rzeczy na bok i postanawiam napić się czegoś zimnego na otrzeźwienie. Otwieram lodówkę i wyciągam jedną małą butelkę wody. Cisza, jaka panuje w willi podczas nieobecności całej piątki jest tak dziwna, jakby w ogóle dotychczas tu nie nastąpiła. Faktycznie tak jest. Zawsze było pełno śmiechu, rozmów, czy innych dźwięków dobiegających zza niektórych drzwi.
Nagle zdaje się słyszeć trzask frontowych drzwi i głośny krzyk.
-Znajdę cię laleczko. Prędzej czy później mi się pokażesz. Nie ujdzie ci to na sucho.- Słyszę obrzydliwy, chrypliwy głos Peter'a. Serce przyspiesza tempa, a ja nie wiem, co mam zrobić. Nie ma drogi ucieczki. Nawet jeśli- chłopak z pewnością by to usłyszał. Nie miałabym najmniejszych szans.. Pozostaje tylko czekać na nadchodzący koszmar. Oparta o blat w kuchni czekam, aż Peter wtargnie do owego pomieszczenia.
-Widać, że już na mnie czekasz śliczna..- Niedługo potem blondyn staje przede mną uśmiechając się złowieszczo.
-Czego ode mnie jeszcze chcesz?!- Wydzieram się i spluwam na jego twarz.
-Czego chcę? Twojej śmierci. Ciebie błagającej o litość. Tego chcę. A ty mi to dasz.- Syknął ostro i chwycił mnie za włosy, tym samym sprawiając, że moja głowa ruszała się za nimi. Odsłonił dzięki temu szyję i zaczął ją ssać i przygryzać. Chwilę później pchnął moje ciało na kolana i szybkim ruchem ściągnął spodnie wraz z bokserkami. Do moich oczu napływają łzy, a ja cała zaczynam się trząść.
-Nnnie.. ja nie chcę.- Odpycham go od siebie. Wiem, że na nic się to nie zda, ale może chociaż coś pomoże?
-Bądź grzeczna skarbie..- Po tych słowach brutalnie wepchnął do moich ust swojego członka.
-Puść mnie sku**ysynie!- Moje zęby zaciskają się przy jego długości, a gdy udaje mi się go od siebie odsunąć- biegnę ile sił w nogach zrzucając za sobą wszystkie przedmioty, by utrudnić mu drogę do siebie.
-Chciałem po dobroci. Teraz się ona skończyła!- Krzyczy i biegnie za mną. Jego szorstkie ręce zaciskają się na mojej talii, a po chwili czuję, jak coś metalowego uderza w moją głowę.
Tracę przytomność opadając bezwiednie na Peter'a.
Kiwam głową i zapinam posłusznie pas. Po dłuższej chwili wita mnie chłodne powietrze Londynu.
Już w domu.. to straszne, wiedząc, ile mil jestem od Niall'a, grupy przy.. cóż, byłych przyjaciół. A co gorsza, Harry'ego. Po raz setny w tym dniu staram się upewnić, że dobrze postępuję.
To dobry wybór, Clara..
Wychodząc z samolotu wdycham głęboko powietrze w płuca przygotowując się na bliskie starcie z rzeczywistością dawno przeze mnie porzuconą. Dzwonię po taxi, które podjeżdża po mnie jakiś czas później, i podając kierowcy adres wsiadam do auta.
-Pani oszalała?
-Słucham?
-Wie pani, jacy ludzie tam mieszkają?- Parsknął facet. - Nie wygląda pani na kogoś, kto jest z ich sfery.
Właśnie.. od początku się do nich nie nadawałam. Nawet w procencie nie przypominałam dziewczyny sławnego piosenkarza..Przecież... gdybym nią była, powinnam jeździć limuzyną, nie taxi. To kolejny powód, by odejść. To nie tak, że szukam specjalnie powodów, by zostawić go, odpuścić. Ale mam dość. To mnie zbyt mocno przerasta. I można powiedzieć, że dla miłości można się poświęcić. Nie, nie można. Nie można tego zrobić, gdy nawet ta miłość jest tak blisko, a równocześnie zbyt daleko. Gdy samochód zatrzymuje się na podjeździe- wciskam w rękę mężczyzny odliczoną ilość banknotów i wysiadam. Przez chwilę stoję przed gigantyczną willą pięciu chłopaków, biorę głęboki wdech i odbezpieczam zamki. Od razu uderza mnie zapach świeżości pomieszczenia. Męski zapach bierze górę nad moim, przesadnie słodkim; znów utwierdzam się w przekonaniu, że najlepiej jest odejść. Sam zapach mi to udowadnia. Mój gdzieś tu ginie, z resztą jak ja. Brnę przez korytarz i nie zdejmując butów wchodzę do naszej, cóż.... jego sypialni. Z szafy wyjmuję resztę ubrań i wrzucam je do torby. Ostatnia chwila, gdy tu jestem..
Z łazienki biorę jeszcze kosmetyki i wszystkie rzeczy, które należały do mnie. Zapinam walizkę, a kierując się na dół spoglądam na zdjęcia wiszące w korytarzu.. Wszędzie uśmiechnięte twarze chłopców z czasów, gdy byli młodsi. Są też i te z początków istnienia One Direction. I te najnowsze, na których jestem także ja. Z lekkim uśmiechem wycieram łzy z polików i szybciej kieruję się do wyjścia. Odstawiam moje rzeczy na bok i postanawiam napić się czegoś zimnego na otrzeźwienie. Otwieram lodówkę i wyciągam jedną małą butelkę wody. Cisza, jaka panuje w willi podczas nieobecności całej piątki jest tak dziwna, jakby w ogóle dotychczas tu nie nastąpiła. Faktycznie tak jest. Zawsze było pełno śmiechu, rozmów, czy innych dźwięków dobiegających zza niektórych drzwi.
Nagle zdaje się słyszeć trzask frontowych drzwi i głośny krzyk.
-Znajdę cię laleczko. Prędzej czy później mi się pokażesz. Nie ujdzie ci to na sucho.- Słyszę obrzydliwy, chrypliwy głos Peter'a. Serce przyspiesza tempa, a ja nie wiem, co mam zrobić. Nie ma drogi ucieczki. Nawet jeśli- chłopak z pewnością by to usłyszał. Nie miałabym najmniejszych szans.. Pozostaje tylko czekać na nadchodzący koszmar. Oparta o blat w kuchni czekam, aż Peter wtargnie do owego pomieszczenia.
-Widać, że już na mnie czekasz śliczna..- Niedługo potem blondyn staje przede mną uśmiechając się złowieszczo.
-Czego ode mnie jeszcze chcesz?!- Wydzieram się i spluwam na jego twarz.
-Czego chcę? Twojej śmierci. Ciebie błagającej o litość. Tego chcę. A ty mi to dasz.- Syknął ostro i chwycił mnie za włosy, tym samym sprawiając, że moja głowa ruszała się za nimi. Odsłonił dzięki temu szyję i zaczął ją ssać i przygryzać. Chwilę później pchnął moje ciało na kolana i szybkim ruchem ściągnął spodnie wraz z bokserkami. Do moich oczu napływają łzy, a ja cała zaczynam się trząść.
-Nnnie.. ja nie chcę.- Odpycham go od siebie. Wiem, że na nic się to nie zda, ale może chociaż coś pomoże?
-Bądź grzeczna skarbie..- Po tych słowach brutalnie wepchnął do moich ust swojego członka.
-Puść mnie sku**ysynie!- Moje zęby zaciskają się przy jego długości, a gdy udaje mi się go od siebie odsunąć- biegnę ile sił w nogach zrzucając za sobą wszystkie przedmioty, by utrudnić mu drogę do siebie.
-Chciałem po dobroci. Teraz się ona skończyła!- Krzyczy i biegnie za mną. Jego szorstkie ręce zaciskają się na mojej talii, a po chwili czuję, jak coś metalowego uderza w moją głowę.
Tracę przytomność opadając bezwiednie na Peter'a.
*trzy godziny później*
Budzę się z przerażającym bólem głowy. Przykładam rękę do miejsca, które najbardziej boli, i jestem przerażona widząc krwistoczerwoną maź na palcach. Fajnie...
Co się ze mną stało..?
Gdzie jestem..?
Rozglądam się wokół, ale ciemność uniemożliwia mi ujrzenie czegokolwiek.
Próbuję przypomnieć sobie choćby jedną rzecz, dlaczego tu jestem, ale nic, zupełnie nic mi nie przychodzi do zbolałej głowy.
Nagle przede mną pojawia się smuga światła, a w drzwiach staje jakiś mężczyzna.
-Peter wykonał swoje zadanie..- Uśmiecha się szyderczo bawiąc się czymś w ręku.
Peter.. Peter.. Coś mi to mówi. Ah! Peter....
I już teraz, wszystko wiadomo.. Zbyt duży napływ informacji i wspomnień wraz z jasną wiązką światła powoduje, że głowa pulsuje mi jeszcze bardziej.
I już teraz, wszystko wiadomo.. Zbyt duży napływ informacji i wspomnień wraz z jasną wiązką światła powoduje, że głowa pulsuje mi jeszcze bardziej.
-Czego ode mnie chcecie?!- Z moich płuc wyrywa się paniczny krzyk.
-Pieniędzy, kochanie. Ale teraz bardziej zależy nam na twoim cierpieniu. Na twojej ś m i e r c i.- Tajemniczy facet kuca przede mną, a ostrze noża, z którym przyszedł dotyka mojego policzka. Brunatna ciesz wypływa z nowo powstałej rany powodując pieczenie i głośny syk wydostający się z moich ust.
Po chwili moje ręce zostają związane ze sobą z tyłu mojego ciała, tak samo jak nogi.
- Twój koszmar się dopiero zaczyna...- Złowrogi śmiech wypełnia pomieszczenie, a z mojego ciała zostają zerwane, brutalnie zerwane wszystkie ubrania. Próbuję się zasłonić czymkolwiek, ale wszystko na nic. Po paru sekundach czuję mężczyznę w sobie, tak samo jego ręce błądzące po mojej skórze. Jego usta gryzą fakturę mojej szyi, a z oczu leją się łzy. Nie takiej śmierci chciałam.
Ale na taką zasłużyłam... Tylko czym..?
Po półgodzinnym bólu koleś odpycha mnie w kąt pomieszczenia i po raz kolejny naznacza moje ciało ranami od noża.