*Clara*
-Chodź- Chwytając mnie za rękę
poprowadził do samochodu. Ruszyliśmy w stronę domu chłopaków.
Byłam zła, więcej-wściekła na Harrego. Pewnie pobił tego
kolesia do nieprzytomności. Niall nie jeden raz opowiadał mi o
Harrym i jego niekontrolowanych zachowaniach. Ciężko było go
uspokoić. Miałam nadzieję, że Louis dał radę.
Nie tylko pobicie było powodem mojej
złości. Zresztą, powinnam być wdzięczna mojemu chłopakowi, że
mnie uratował. Jedyne, czego chciałam, to spakować swoje rzeczy i
wrócić do swojego domu. Powoli zaczynało denerwować mnie
zachowanie Harrego. Nie spuszczał ze mnie wzroku, nie opuszczał
mnie na krok, jakby wiedział, że zaraz sobie coś zrobię. Wiem, że
zrobiłam nie małe zamieszanie związane z sytuacją w szpitalu, ale
męczyła mnie jego nadopiekuńczość.
-Ej, mała. Jest ok.?-zapytał Niall
-Co.? Tak..-Nie, wcale nie jest okej.
Nie chce tu być. Dokończyłam w myślach. Mruknęłam i wyszłam z
samochodu kierując się do pokoju Harrego. Wrzuciłam wszystkie
rzeczy do torby, chwyciłam katkę i długopis.
'Harry,
Gdy będziesz to czytać, mnie już
tu nie będzie...
Nie jest mi łatwo to pisać..
Rozmawiałam z Demi. Powiedziała mi coś, czego dłużej nie
zniosę. Kim jest ta dziewczyna.?
Skoro tak bardzo jesteś w niej zakochany to dlaczego ciągniesz to
dalej, raniąc mnie przy tym..?
Nie szukaj mnie. Muszę przemyśleć
parę rzeczy. Tylko..żałuje dnia kiedy nie wróciłam do domu
wcześnie i musiałam spotkać..Ciebie. Moglibyśmy żyć jak do tej
pory, nie raniąc się nawzajem..
Dajmy sobie trochę czasu..
Nie pozostawiłeś mi innego wyjścia. Mam nadzieje, że przemyślisz to, zrozumiesz mój wybór i swój błąd.
Dziękuję za to co dla mnie do tej pory zrobiłeś.
Żegnaj Harry.
Z oczu popłynęły pojedyncze łzy. Odłożyłam kartke i długopis na łóżko, otarłam wierzchem dłoni policzki i zbiegłam na dół uprzednio chwytając torbę.
-Um..Niall?- Oparłam się o framugę drzwi do salonu.
-Tak?
-Mógłbyś mnie zawieźć do domu?
-Pewnie. Ale..jesteś pewna? Co na to Harry?
-Nie obchodzi mnie to..-kolejna łza spłynęłam po moim policzku.
-Chodź tu-Niall wyciągnął przed siebie ręce, a ja wtuliłam się w jego tors mocząc jego koszulke łzami.
Dajmy sobie trochę czasu..
Nie pozostawiłeś mi innego wyjścia. Mam nadzieje, że przemyślisz to, zrozumiesz mój wybór i swój błąd.
Dziękuję za to co dla mnie do tej pory zrobiłeś.
Żegnaj Harry.
Z oczu popłynęły pojedyncze łzy. Odłożyłam kartke i długopis na łóżko, otarłam wierzchem dłoni policzki i zbiegłam na dół uprzednio chwytając torbę.
-Um..Niall?- Oparłam się o framugę drzwi do salonu.
-Tak?
-Mógłbyś mnie zawieźć do domu?
-Pewnie. Ale..jesteś pewna? Co na to Harry?
-Nie obchodzi mnie to..-kolejna łza spłynęłam po moim policzku.
-Chodź tu-Niall wyciągnął przed siebie ręce, a ja wtuliłam się w jego tors mocząc jego koszulke łzami.
**
-Co zamierzasz teraz zrobić?-Muszę to wszystko przemyśleć. Wyjadę na jakiś czas.
-Myśle, że to dobry pomysł
-Ale nie mów nic Harry'emu -Mruknęłam
-Nie powiem o to się nie bój. Uważaj na siebie i pisz do mnie-uśmiechnął się i wsiadł do samochodu.
Spojrzałam na skrzynke stojącą przed domem. Był w niej list z banku. Szybko pobiegłam do domu i otwarłam go próbując zrozumieć wszystkie słowa.
Droga Pani Crawford.
Cały majątek Pani Katyie Crawford został przepisany na Panią.
Spadek po zmarłej wynosi 100 000 $. Pieniądze zostaną przelane na Pani konto bankowe w przeciągu 7 dni.
Xyz
Serce
podskoczyło mi do gardła. Dlaczego ciotka wszystkie swoje
oszczędności przepisała na mnie? Starczy mi na wylot, kupno
mieszkania i wiele innych rzeczy. Mogłabym zacząć nowe życie, w
nowym miejscu. Ale bez Harry'ego...Weszłam szybko do pokoju na górze, włączyłam laptopa i wyszukałam najbliższych lotów do Los Angeles. Wybrałam lot na piątek rano po czym wzięłam się za szukanie hotelu blisko plaży.
*Harry*
Kiedy Louis odciągnął mnie od faceta, powiedział mi, że Niall zabrał Clare do domu. Momentalnie wybiegłem z pomieszczenia prosto do samochodu. Kiedy wszedłem do domu moim oczom ukazał się lekko przygnębiony Niall.
-Co jest? Gdzie Clara? -przecież zawsze siedzieli razem, dużo się śmiali.
-Idź na góre...-odpowiedział, a ja wbiegłem szybko po schodach. Mój pokój wydawał się dziwnie pusty. Rozejrzałem się dookoła i ujrzałem kartke na łóżku, chwyciłem ją i ze skupieniem zacząłem czytać.
Co miały znaczyć te słowa? Nigdy bym jej nie zdradził.
A co właśnie zrobiłeś..Podpowiedziało mi sumienie.
NIE ZROBIŁEM TEGO! Ta dziewczyna się do mnie przylepiła. Nie miałem zamiaru skrzywdzić Clary.
Oczy zaszły mi łzami. Przez całą noc nie zmrużyłem oka. Moje myśli krążyły wokół drobnej blondynki, która odmieniła moje życie. Byłem bezsilny.
Rano Niall przyszedł do mnie i spoglądając na moją twarz lekko się skrzywił. Zdaje sobie sprawe, że moje oczy były spuchnięte od płaczu i nieprzespanej nocy co nie wyglądało ciekawie.
-Niall..-wyszeptałem wpatrując się w ściane
-Tak?
-Byłeś z nią wtedy..czy..czy ona..-jąkałem się.
-Czytałeś kartkę?-przytaknąłem -powinieneś wiedzieć co się stało..prosiła żebym zawiózł ja do domu..i tak zrobiłem.
-Ona mnie rzuciła?-spytałem
-Musi to tylko przemyśleć..ale postaraj się o nią..-wyszedł z pokoju zostawiając mnie z moimi myślami.
*Clara*
Ta noc była koszmarna. Cały czas przed oczami przwijały mi się obrazy zielonokiego chłopaka. Gdyby nie to co się stało na pewno bylibyśmy teraz w łóżku śmiejąc się. A może powinnam powiedzieć-Gdybyśmy się w ogóle nie spotkali nie musiałabym uciekać do innego kraju?
Tak..uciekać..
Przed
narkomanem, chłopakiem o brązowych lokach i domem, który ma więcej
przykrych wspomnień niż bym chciała..
**
Dziś o 9.00 mam
samolot do L.A. Wziełam swoje spakowane walizki i wybiegłam do
taksówki czekającej przed domem. Podczas drogi na lotnisko wciąż
myślałam o Harry'm. Nie chciałam go zostawiać, ale tak będzie
lepiej. Przynajmniej taką mam nadzieje. Kupiłam na lotnisku kawę,
by trochę ożyć przed lotem i skierowałam się do odprawy. Zanim
poproszono nas o wyłączenie wszelkich urządzeń elektronicznych
wysłałam sms'a Niall'owi, że właśnie wylatuje.
*Harry*
Obudziłem się w południe, zszedłem do salonu, gdzie napotkałem Niall'a
-Myślisz, że powinienem do niej pojechać?-zapytał cicho.
-Myśle, że to kiepski pomysł-mruknął unikając mojego wzroku.
-Dlaczego?-zapytałem unosząc jedną brew
-Ona..
-Ona co?!-Wydarłem się
-Ona poleciała do L.A.
-C..co?!-Krztusiłem się
-Leci do Los Angeles. Daj spókój, wróci-odparł z przekonaniem. Ale dla mnie to nie było ani trochę przekonujące. W szybkim tempie odpaliłem laptopa i znalazłem najbliższy lot do Los Angeles.
**Jeśli przeczytałeś zostaw komentarz
Proszę także na oddawanie głosów w ankiecie po prawej stronie :)